Felietony archiwalne

Oktawian (24.04.2016)

Dzisiaj w niedzielę 24 kwietnia odbyła sie uroczystość rocznicy pierwszej komunii św. w naszej parafii.
Wprawdzie nie było zbyt dużo dzieci, ale wszyscy byli ubrani w białe alby. Mszę św. prowadził ks. proboszcz, który na wstępie serdecznie przywitał dzieci. W czasie kazania miałem dla dzieci niespodziankę. Przyniosłem ze sobą niezapominajki. Mały niebieski kwiatek miał przypominać dzieciom, żeby nie zapomnieli o Panu Jezusie. Ciekawy mecz, film, koledzy itd.. – niezapominajka mówi „nie zapomnij o mnie. Pamiętaj o modlitwie, mszy św. w niedzielę. Pamiętaj o Panu Bogu.”
Na koniec homilii każde dziecko otrzymało kwiatek.
Na samym końcu podjechała mama z  Oktawianem. Chłopiec nie chodzi od urodzenia. Również on był ubrany w białą albę. Trudno teraz wyliczyć choroby z jakimi urodził się Oktawian. Rozumie jednak, że w czasie komunii św. przychodzi do niego sam Pan Jezus.
W dzisiejszej ewangeli św. Jan pisze, że po wyjściu Judasza w czasie ostatniej wieczerzy Syn Człowieczy został uwielbiony i Nim Bóg został uwielbiony. Jezus decyduje się na przyjęcie woli Ojca. Zgadza się na  ofiarę, na krzyż. I właśnie wtedy Bóg zostaje uwielbiony. Kiedy czytałem te słowa, zadałem sobie pytanie – na czym polega ludzkie życie? Czy nie ma być ono uwielbieniem Boga?

Po przyjęciu komuni św. przez dzieci patrzyłem na Oktawiana. Ktoś by powiedział, że nigdy nie będzie jeździł rowem, chodził do lasu na grzyby czy tez jeździł samochodem. Owszem, może stać się cud – dla Boga przecież nie ma nic niemożliwego. Ale może właśnie  w nim najbardziej Bóg jest uwielbiony. Kiedy stajemy w obliczu cierpienia, stajemy się bezradni. Jedyna możliwa odpowiedź to milczenie…

Pamiętam podobną historię z Kamieńca Podolskiego na Ukrainie. Razem z Ludmiłą mieliśmy wykonać zadanie Legionu Maryi odwiedzając chorych w szpitalu. Pięlęgniarka pokazała nam chorego chłopca dopiero co po urodzeniu. Miał wodogłowie, pozostał mu może miesiąc życia. Do tego jeszcze jego rodzice się go wyrzekli. Wypadki potoczyły sie szybko. Ochrzciłem to dziecko, dałem mu imię Benedykt tzn.  błogosławiony, a Ludmiła go adoptowała, chociaż miała swoich siedmioro dzieci. Benedykt żył dwa lata. Nowe rodzeństwo nazywało go najukochańszym braciszkiem. Również w Benedykcie Bóg został Bóg uwielbiony.

Zauważyłem również, że rodzice Oktawiana są inni od pozostałych parafian. Sa bardziej skupieni, poważni. To właśnie oni zdecydowali się przyjąć i pokochać Oktawiana. Również w nich Bóg został uwielbiony.

ks. Ryszard


Rok Miłosierdzia (19.04.2016)

W tym tygodniu nie znalazłem czasu na rower, ale udało mi się pospacerować nad pięknym jeziorem w Salzgitter.
Wiosna, wszystko się zieleni i budzi do życia. Nawet osoby najbardziej „langweilig”, muszą to zauważyć., że życie może być piękne i wartościowe.

W niedzielę Bożego miłosierdzia (druga niedziela po Wielkanocy), jak zawsze czytamy Ewangelię wg. św. Jana o spotkaniu Zmartwychwstałego z uczniami, w którym zabrakło Tomasza. Ciekawe, że Jezus przychodzi do wspólnoty. Pierwsi uczniowie trwają razem, choć zapewne jeszcze pełni obaw i lęku. Pan wita ich trzykrotnie słowami „Pokój wam”. Wydaje się, że nie jest to zwykłe pozdrowienie, ale pierwszy dar. Pokój jaki świat dać nie może. Taki pokój może zagościć w sercu każdego z nas.

Tomasz stwierdza: Jeśli go nie zobaczę, nie dotknę, nie uwierzę. Jest przedstawicielem ludzi, pragmatyków. Uwierzę, jeśli zobaczę, zważę, wypróbuję. Jezus spełnia jego pragnienie. Trzeba było czekać osiem dni na to spotkanie, gdy znów zebrali się we wspólnocie, tym razem z Tomaszem. I już na początku Jezus wchodzi przez zamknięte drzwi. To tak jakby chciał mu powiedzieć: Tomaszu istnieje świat, który przewyższa możliwości poznania ludzkiego rozumu. Ale jeśli chcesz to podejdź i dotknij się moich ran. No właśnie, dlaczego ma się dotknąć Jego ran, a rękę włożyć do Jego do boku? Bo przecież tam na zawsze zostało otwarte serce Jezusa. Jego rany są chwalebne i zwycięskie, są świadectwem Jego miłości do każdego z nas.
Kiedy mówimy o ranach Jezusa, mamy na myśli inne rany. To te, które zadaje grzech. Tajemnica nieprawości sieje spustoszenie w ludzkich duszach, a nawet zadaje śmierć. Dotknąć się Jego ran to znaczy uzdrowić nasze rany, które zadał grzech. W ranach twoich ukryj mnie czytamy w modlitwie uwielbienia po komuni św.
Miłosierdzie Boga polega więc na tym, że nasze rany zostają wypełnione Jego miłością. Miłoscią miłosierną.

W poniedziałek po lekcjach poszedłem do biblioteki. Następnie szybko skoczyłem do Schlossa na ryż z Gemisse. Wracałem już do samochodu. A jakoś było mi w tym dniu tak smutno i ciężko na duszy. Gdy ktoś niespodziewanie zawołał „Szczęść Boże”. Zatrzymałem się, kto to był nie wiem. ale wiem, że to sam Pan mnie wtedy pocieszył. Myślę, że warto zauważać obecność Boga w codziennym życiu. Chyba to była jakaś dziewczyna, a może Anioł z nieba.

ks. Ryszard


Róża z Hildesheim (16.04.2016)

Nie myślałem, że jazda rowerem może przynieść tyle radości. Doświadczyłem tego dopiero tutaj w Niemczech, gdzie wielu ludzi uwielbia taki sposób transportu. Można się zatrzymać, porozmawiać, zwiedzać miasto i okolice. Dopływ świeżego powietrza do mózgu pobudza do myślenia. Rodzą się nowe myśli, plany, przemyślenia. Chciałbym takim przemyśleniami się tu dzielić – na ambonie współczesnego świata jakim jest internet.

Pierwszego października przyjechałem z Ukrainy do Braunschweigu. Wkrótce razem z ks. proboszczem Henrykiem pojechaliśmy do kurii biskupiej w Hildesheim. Trzeba przecież uregulować statut nowego kapłana, który przyjechał do swojej nowej parafii. Ks. Wilk, sekretarz ks. Biskupa Norberta zapytał mnie: Czy widziałem różę, która rośnie z tyłu katedry. No właśnie – ta róża. Patrzyłem na nia przez dłuższy czas. Jest ogromna. Oplata całą tylnią ścianę katedry. Ten ogromny krzak ma kilka wychodzących z ziemi korzeni. I na każdej nowej odrośli jest zapisany rok jej powstania. Druga wojna światowa nie oszczędziła miasta i katedry. Świątynia była całkowicie zniszczona. Gdy zaczęto odbudowywać świątynię, róża zakwitła na nowo. Stała się symbolem nowo odrodzonego miasta. Łatwo odgadnąć dlaczego. Ponieważ zachowały się korzenie.

Kiedyś odwiedziłem ks. Infułata Stanisława, który całe swoje życie przeżył na emigracji. Zapytałem w rozmowie, dlaczego ludzie przyjeżdzajacy do Niemiec łatwo zatracają wiarę, język, kulturę, a więc to wszystko co określamy słowem tożsamość? Odpowiedział ks. prałat. to tak jakby przesadzić drzewo z korzeniami. Przyjmie się lub nie…

W trzecia niedzielę Wielkanocna czytaliśmy Ewangelię wg św. Jana. Dobrze znamy te scenę nad jeziorem Galilejskim. Gdzie Jezus pyta Piotra: Czy mnie miłujesz?
Tak, On pyta każdego z nas: Czy  mnie kochasz? Bo jeśli tak, to nic nie jest w stanie nas oddzielić od jego miłości. I tutaj możemy sami siebie zapytać o współczesne zagrożenia, które mogą zachwiać lub zniszczyć naszą wiarę. Wszystko więc zależy od korzeni.

ks. Ryszard