01.04. Wielka Środa, Mt 26, 14-25
W dzień przed rozpoczęciem najważniejszych dni w liturgii Kościoła i w życiu każdego chrześcijanina Słowo stawia nam przed oczy postać, którą postrzegamy bardzo negatywnie – Judasza. Różne wyrażenia i zwroty istniejące w języku polskim związane z tym Apostołem właśnie tak nastrajają i ukierunkowują nasze myśli – stajemy się względem podobnie zachowujących się osób niechętni, zdystansowani i czujni.
Co wiemy o Judaszu?
Jego imię oznacza „będę sławić Pana”. To człowiek, który musiał być obdarzony zaufaniem przez Jezusa i Apostołów, skoro to jemu, a nie Mateuszowi, powierzono pieczę nad trzosem. Wydaje się więc, że lubił pieniądze – albo dlatego, że miał smykałkę albo dlatego, że mu powierzono pieczę nad kasą. Jak wiemy nie poradził sobie z powierzonym zadaniem i nadużył zaufania Dwunastu – św. Jan mówi, że wykradał pieniądze (por. J 12,6). Czy rzeczywiście znał się na pieniądzach? Jezusa sprzedał za 30 srebrników – tyle kosztowała krowa albo człowiek o bardzo niskiej wartości, więc nie zrobił jakiegoś rewelacyjnego interesu.
Możemy powiedzieć o nim, że był idealistą. Na początku Jezus go zachwycił, bo chodził za Nim po całej Galilei i przez trzy lata nie odrywał od Niego wzroku. Ale potem coś się z nim zadziało, bo nagle zdecydował się na pocałunek. A w Ewangelii nikt więcej nie całuje Jezusa, tylko Judasz. Pocałunek był wyrazem szacunku i miłości. Widać więc, że Judasz został mistrzem fałszu: w słowach, znakach, w życiu.
Można się domyślać, że był to człowiek inteligentny. Judasz umiał bowiem bronić własnego zdania, umiał przeciwstawić się grupie, nie bał się stwierdzeń kontrowersyjnych. Przecież chodził z Jezusem i często musiał się spierać i stawać w obronie Mistrza.
Wreszcie – i to może być klucz do zrozumienia osoby Judasza – w Ogrójcu spotykamy dwie grupy ludzi. Są nimi Jezus i Jego uczniowie oraz Judasz, kohorta (rzymscy żołnierze) i strażnicy świątyni (urzędnicy). Co ciekawe – łącznikiem tych dwu grup jest Judasz, czyli jeden z dwunastu ale i ten, który Go zdradził…
Znana jest historia powstawania obrazu Leonarda da Vinci pt. Ostatnia Wieczerza. Artysta tworząc dzieło spotkał w kościele chłopca o anielskiej twarzy, którego twarz posłużyła mu do namalowania twarzy Chrystusa. Po kilku latach, kiedy kończył dzieło nie mógł znaleźć osoby, która mogłaby stanowić wzór do namalowania twarzy Judasza. Spacerując spotkał obok knajpy leżącego pijaka z bardzo brzydką twarzą. To on stał się inspiracją do namalowania twarzy Apostoła – zdrajcy. W trakcie pozowania okazało się, że ów pijak to ten sam człowiek, którego twarz kilka lat wcześniej posłużyła do stworzenia szkicu twarzy Jezusa…
Jego imię oznacza „sławić Pana”, był darzony zaufaniem przez innych, był idealistą, był inteligentny i był … tak rozdwojony… dzień przed Triduum stajemy wobec osoby Judasza, która powinna nas zachęcić do refleksji nad samym sobą, do refleksji nad moim stosunkiem względem mojego Nauczyciela, Mistrza i Pana…
31.03. Wielki Wtorek, J 13, 21-33. 36-38
Kolejny dzień Wielkiego Tygodnia i kolejny świadek prowadzący nas ku tajemnicom Triduum Paschalnego. W czytanej i rozważanej ewangelii główne role odgrywają dwaj Apostołowie – Piotr i Judasz. Przypatrzmy się dzisiaj pierwszemu z nich.
Od momentu powołania przez Jezusa nad jeziorem Galilejskim aż do tego momentu przeszedł bardzo długą drogę. Niemalże od samego początku był przez Nauczyciela w jakiś przedziwny sposób prowadzony i formowany. Doświadczył wielokrotnie, że Jezus to ktoś niezwykły i prawdomówny – kiedy mówi, że coś jest możliwe, to jest, mimo, że logika i rozum podpowiadają coś innego. Tak było, kiedy łowili ryby w samym środku dnia – był to bardzo obfity połów. Tak było, kiedy rodzina i płaczki rozpaczały po śmierci córeczki Jaira, o której Jezus powiedział, że tylko śpi – i tylko spała. Tak było, kiedy Nauczyciel powiedział, że można chodzić po wodzie i Piotr, choć z kłopotami, po wodzie chodził. Tak było, kiedy zobaczył Mojżesza i Eliasza rozmawiających z Jezusem i próbował zrozumieć tajemnicę śmierci i wiecznego życia. Dzisiaj czytamy, jak Piotr, tak intensywnie formowany i prowadzony przez Pana słyszy zapowiedź swojej zdrady i … w sposób niezwykle egzaltowany twierdzi, że „Nigdy Cię nie zdradzę”. Ten kolejny przewodnik w tym Tygodniu Tygodni, tak doświadczony, który tyle przeżył, który tak dobrze znał Pana i Jego Słowo, który widział w Nim Drogę, Prawdę i Życie wskazuje nam na pokorę. Na pokorę w stosunku do samego siebie, na pokorę w mniemaniu o sobie i swojej wierze. Może czas dopuścić do siebie myśl, że jesteśmy podatni na zło i pokusę w każdym momencie, niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy przekonani o sile i mocy swej wiary?
Druga myśl, którą warto rozważyć jest taka, że może zachowanie Piotra i Judasza wynikało z tego, że Jezus przyniósł zupełnie nową ideę Boga, której dopóki żył, nie byli w stanie zrozumieć. Przecież to niezrozumienie trwa aż do dzisiaj. Większość ludzi gotowa jest przyjąć Boga nieokreślonego, który zlewałby się z naturą i nie przemawiał do ich sumień. Większość ludzi przyjęłaby Boga, który siedzi w najwyższych i niedostępnych niebiosach, ale zachowuje stosowny dystans do ludzkiego mrowiska. Większość ludzi przyjęłaby nawet Boga surowego, który grozi wybuchem gniewu na ludzi i na ich historię. Ale Bóg umierający w ofierze miłości za człowieka jest – niezmiennie – niezrozumiały!
Pokora w spojrzeniu na siebie i obraz Boga to dwie myśli z dzisiejszej Liturgii Słowa. Niech będą kolejnymi wskazówkami na najbliższe dni, w których będziemy rozważali historię męki Jezusa, która jest historią Boga burzącego wszelkie konstrukcje religijne ludzkiego umysłu.
30.03. Wielki Poniedziałek, J 12, 1-11
Rozpoczęliśmy wczoraj Wielki Tydzień. W ciągu najbliższych trzech dni będą nas prowadziły do najważniejszych tajemnic naszej wiary bardzo konkretne osoby. Bohaterką dzisiejszej ewangelii jest bez wątpienia Maria. Cóż o niej wiemy? Była siostrą Marty i Łazarza, mieszkała w Betanii. Łukasz opowiada o niej, że w trakcie odwiedzin potrafiła siedzieć u nóg Jezusa i wsłuchiwać się w Jego słowa (w przeciwieństwie do swojej zajętej i zabieganej siostry). Opowiada o niej także Jan, kiedy opisuje wskrzeszenie Łazarza. On także zwraca uwagę na ten sam szczegół. Mianowicie kiedy Jezus przyszedł po śmierci Łazarza do Betanii, Maria wybiegła do Niego i … upadła do Jego nóg. Potem dopiero wyznała wiarę w to, że On jest Panem życia i śmierci. Po raz trzeci widzimy ją w dzisiejszej scenie. Jezus przybywa do domu przyjaciół, spożywa wieczerzę i wtedy dzieje się rzecz niewiarygodna! Maria ponownie pada Jezusowi do stóp, namaszcza je olejkiem nardowym i ociera włosami. Wtedy jeden z Apostołów, najbliższych współpracowników Nauczyciela, Judasz, „oburza się”! Bo przecież 300 denarów to wartość rocznej pracy robotnika!!!
Jednak przez swoje na pozór sensowne wystąpienie Judasz staje na czele długiego szeregu ludzi „roztropnych”, którzy stawiają religię na pierwszym miejscu w swoich programach, ale już niekoniecznie w życiu. Dla takich ludzi oddawanie czci Bogu, życie kontemplacyjne, wiara wyrażająca się w kulcie, celibat dla królestwa Bożego są marnotrawstwem. Tym, co się dla nich liczy są „pieniądze, które można by rozdać ubogim”. Historia dowodzi jednak, że kto rozrzutnie „roztrwonił” siebie samego i swój czas dla Chrystusa, ten umiał także roztrwonić się dla ubogich należących do Chrystusa…
29.03. Niedziela Palmowa, Mt 26, 14 – 27, 66
Nie sposób w kilku zdaniach skomentować, czy też przygotować jakoś do rozważenia słów ewangelii z dzisiejszej uroczystości. Proponuję więc nieco inną metodę refleksji. Jako, że wszyscy ewangeliści opisują mękę Jezusa przyglądnijmy się temu, co opisuje tylko Mateusz, a co pomija. Może w ten sposób uda nam się lepiej zagłębić w treść Ewangelii.
O czym pisze TYLKO Mateusz?
– Tylko Mateusz wspomina przy pojmaniu Jezusa o słynnym Jego zdaniu, które stało się przysłowiem: „Wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną”.
– Tylko Mateusz opisuje tragiczny wybór Judasza. Czytamy: „Widząc, że Go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym… rzuciwszy srebrniki do przybytku, oddalił się, potem poszedł i powiesił się”.
– Tylko Mateusz pisze o decyzji faryzeuszów, by za zwrócone srebrniki kupić Pole Garncarza służące jako pochówek dla cudzoziemców.
– Mateusz w sposób najbardziej wyrazisty i dramatyczny opisuje wybór, jakiego tłum dokonał pomiędzy Jezusem Chrystusem a Barabaszem.
– Tylko Mateusz pisze o żonie Piłata, która ostrzega męża, otrzymawszy tajemniczy sen.
– Tylko Mateusz podaje opis umycia rąk przez Piłata. To próba uwolnienia się od osobistej odpowiedzialności, a jednocześnie wydanie Jezusa na ukrzyżowanie, czyli skazanie Go bez osobistego zaangażowania
– Tylko Mateusz wspomina szczegółowo o zjawiskach towarzyszących śmierci Jezusa: „Ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli do Miasta Świętego i ukazali się wielu”.
– Tylko Mateusz opowiada o wizycie faryzeuszy u Piłata po śmierci Jezusa: „Przypomnieliśmy sobie, że ów oszust powiedział jeszcze za życia: Po trzech dniach powstanę. Każ więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia, żeby przypadkiem nie przyszli Jego uczniowie, nie wykradli Go i nie powiedzieli ludowi: Powstał z martwych. I będzie ostatnie oszustwo gorsze niż pierwsze”.
O czym MILCZY Mateusz?
– Ani Mateusz, ani pozostali synoptycy (Marek i Łukasz), nie wspominają o obmyciu nóg uczniom.
– W porównaniu z wersją św. Jana przesłuchanie Jezusa u Piłata jest dość krótkie. Brakuje chociażby takich zwrotów, jak: „Cóż to jest prawda?” czy „Oto człowiek”.
– Według Jana, Piłata przestraszyły groźby arcykapłanów, potem szantaż tłumu: „Jeżeli go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara. Każdy, kto czyni siebie królem, sprzeciwia się cezarowi”. U synoptyków Piłat raczej chciał tłumowi dać satysfakcję.
– Tylko Łukasz opisuje spotkanie z płaczącymi niewiastami.
– Jan szczegółowo opisuje dyskusję faryzeuszy z Piłatem o napisie „INRI” umieszczonym na krzyżu oraz o podziale szat Jezusa i losowaniu tuniki.
– Nie znajdziemy u synoptyków ostatniej rozmowy Jezusa z Matką i umiłowanym uczniem.
– Tylko Łukasz napisał o rozmowie Jezusa z Dobrym Łotrem.
– Tylko Jan napisał o decyzji żołnierzy, by Jezusowi nie łamać goleni oraz o przebiciu Jego boku włócznią, skąd wytrysnęła krew i woda.
28.03. Sobota, 5 tydzień Wielkiego Postu, J 11, 45-57
Dzisiejsza ewangelia stanowi dla nas bardzo konkretne przygotowania do rozpoczynającego się Wielkiego Tygodnia. I warto zwrócić uwagę w niej na drobny szczegół. Otóż czytamy w niej, że Jezus z uczniami udał się do miasteczka Efraim. I tyle. Żadnej mowy, kazania czy zdarzenia.
Cóż oznacza Efraim? To imię jednego z synów Józefa, który z kolei był jednym z 12 synów patriarchy Jakuba. Efraim urodził się w Egipcie, do którego wraz z kupcami trafił Jego ojciec. W księdze Rodzaju (Rdz 48,14) jest opisana piękna scena, w której Jakub niejako adoptuje synów Józefa, ale swoje błogosławieństwo przeznaczone dla pierworodnego daje… Efraimowi właśnie. A pierworodnym był Manasses. Przypomina się jako żywo scena z młodości Jakuba, kiedy to podstępem wykradł błogosławieństwo ojcowskie przeznaczone dla swojego starszego brata, Ezawa.
Niezwykła historia, która może nas pięknie wprowadzić w Wielki Tydzień. Efraimowi się nie należało błogosławieństwo, podobnie jak i jemu dziadkowi, Jakubowi. Ewangelia zwraca naszą uwagę właśnie na Efraima. Czemu? Może i my nie za dobrze przeżyliśmy ten Wielki Post, może „nie wyszły” nam postanowienia, może, po raz kolejny, zabrakło czasu, chęci i ochoty na owo „coś więcej” w życiu duchowym w tym czasie, może i nam … nie należy się dobre przeżycie największych tajemnic naszej wiary i mamy takie poczucie „nie-godności”…
Ewangelia nam pokazuje dzisiaj na Efraima – otrzymał błogosławieństwo! Nie zmarnujmy tego niezwykłego czasu! Jezus wyraźnie nam to dzisiaj pokazuje – nie poszedł do Betanii, Jerycha czy innego miasta. Efraim – to dzisiejsze wezwanie do podęcia zdecydowanych kroków w tym WIELKIM TYGODNIU…
27.03. Piątek, 5 tydzień Wielkiego Postu, J 10,31-42
W Jerozolimie zauważa się podniosły nastrój z racji uroczystości Poświęcenia Świątyni. W tym czasie celebruje się świętość tego miejsca, co ma być przypomnieniem powrotu na nie Bożej Chwały, która oddaliła się niegdyś z powodu dokonanej tam profanacji. Jezus przechadza się w świątyni w portyku Salomona, gdy nagle zostaje otoczony przez Żydów. Spotkanie to staje się brzemienne w skutki, gdyż w odpowiedzi na ostatnie stwierdzenie Jezusa Żydzi próbują Go ukamienować. Już w przeszłości wielokrotnie próbowali Go pojmać z powodu dzieł, jakich dokonywał, choćby z racji uzdrowienia w szabat… Tyle że teraz pojawił się wyjątkowy motyw potępienia: oto bluźnierca, ponieważ stawia siebie na równi z Bogiem, a czyni to ten, który jest człowiekiem. To właśnie treść oskarżenia, które później zostanie dostarczone przed oblicze Piłata.
Przypatrzmy się zatem Jezusowi: odpowiada wyjątkowo precyzyjnie i bardzo dobitnie. Wymowny jest już sam fakt znajdowania się na miejscu dostępnym dla wszystkich, także dla Jego przeciwników, których nie brak. W takich okolicznościach trudno zaprzeczyć słowu Bożemu. To zaś widać wyraźnie, gdy Jezus odwołuje się do ich doświadczenia, wskazując dzieła, jakich dokonał. Wydaje się, że to ostatnia próba skruszenia ich serc i nakłonienia do wiary. Dlatego też znaczące jest naleganie ze strony Jezusa, by popatrzyli na dzieła, które także są słowem Boga. Ten, poniekąd rozpaczliwy, apel pozostaje bez odpowiedzi. Brak komunikacji jest tu wyjątkowy i całkowity. Widząc to, Jezus powtórnie odchodzi za Jordan, opuszczając tym samym święte miasto.
Jezus wraca nad Jordan – bardzo wyraźnie Jan to zaznacza. Czemu nad Jordan? To miejsce, w którym wygrał swoje pierwsze starcie z szatanem. To miejsce, gdzie usłyszał po raz pierwszy, że jest Umiłowanym Synem Ojca. To miejsce, gdzie powołał swoich pierwszych uczniów. To miejsce, gdzie, jak czytamy w dzisiejszej ewangelii, wielu w Niego uwierzyło. Może właśnie tam chciał się przygotować do ostatniej Jego podróży do Jerozolimy? Może tam chciał nabrać sił po wyczerpujących polemikach i dyskusjach z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie?
Więc może to i dla nas jest zachęta do powrotu do tych pierwszych zachwyceń Jezusem i wiarą w naszym życiu? Jest w księdze Apokalipsy św. Jana list skierowany do Laodycei. Czytamy w nim: „Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust”. (Ap 3, 15-16). Obraz ten nawiązuje do położenia miasta Laodycea. W Hierapolis, w odległości ok. 10 km były (i są) wody gorące. W Kolossach, które też widać z Laodycei, woda była zimna. Bo Kolossy leżą u stóp potężnej góry, której wysokość dochodzi do 2000 m. Zatem woda w Kolossach jest zawsze zimna, i zawsze znakomita do picia. Woda gorąca służyła do kąpieli. Woda zimna służyła do picia. Wodę gorącą miało Hierapolis, zimną — Kolossy. A Laodycea miała z wodą problem, dlatego Rzymianie wybudowali wodociąg. Trzeba było ściągać wodę z odległości ok. 10 km z kierunku Kolossów. Ale wodociąg zrobiono nad powierzchnią ziemi, bo tak było najtaniej. To powodowało, że kiedy przychodziło lato i słońce operowało bardzo mocno, to woda, która płynęła przez te 10 km, kiedy przypływała do Laodycei, nie była już ani zimna, ani gorąca — tylko ona była letnia. Dlatego jeżeli mieszkańcy Laodycei, ci bogaci, chcieli się wykąpać, to musieli udać się do Hierapolis. Jeżeli chcieli się napić dobrej wody, musieli udać się do Kolossów. Natomiast u siebie mieli wodę letnią. A więc czyny ich są takie, jak ta woda, którą mają na co dzień: nie są ani zimni, ani gorący. Największym problemem ówczesnego pokolenia chrześcijan była obojętność pochodząca przede wszystkim z ich bogactwa. Apostoł mówi, że znacznie lepiej, jeżeli człowiek jest gorliwy. Albo lepiej już jest, jeżeli człowiek mówi „Nie”, bo przynajmniej można go czymś zainteresować. Natomiast jeżeli jest obojętny, to jest najgorzej.
W naszych czasach zjawisko obojętności nazwano mądrze indyferentyzmem religijnym. To znaczy jest to takie postępowanie, na które nieraz zwracaliśmy uwagę, że człowiek nie przejmuje się, czy Bóg jest, czy też Boga nie ma, tylko żyje tak, jak gdyby Boga w ogóle nie było. Oczywiście do tych ludzi jest najtrudniej trafić.
Wróćmy dzisiaj myślą nad Jordan – do tych chwil zachwytu Jezusem i Jego nauką. Rozważmy miejsca, w których my sami jesteśmy jeszcze letni, gdzie brakuje nam nieco odwagi i zapału w działaniu.
26.03. Czwartek, 5 tydzień Wielkiego Postu, J 8,51-59
W dzisiejszej Liturgii Słowa dość łatwo można zauważyć związek między oboma czytaniami.
W pierwszym z nich czytamy o przymierzu, jakie Bóg zawarł z Abrahamem. Kim jest Abraham? Jest wzorem człowieka wierzącego, ale jednocześnie człowieka pełnego miłości i pokory. Wystarczy przypomnieć przyjęcie, jakie zgotował tajemniczym gościom (pośród których był sam Bóg!) przy dębach Mamre (Abraham wtedy cierpiał po obrzezaniu!); jego wstawianie się za miastem grzeszników czy ustąpienie wobec żądań Lota, któremu zostawił bardziej żyzną ziemię. Dzisiejszy fragment ukazuje nam tego ojca wiary, który w zupełności polega na Bożym słowie. I mimo iż okoliczności zdają się temu przeczyć, Abraham uwierzył, że stanie się płodny.
W ewangelii natomiast pomiędzy pierwszym, a ostatnim wierszem ma miejsce bardzo „ostry” dialog. Głównym punktem odniesienia jest tutaj Abraham, którego Żydzi, jak sami mówią, są potomkami, a jego samego nazywają swoim ojcem. Na prowokacyjne pytania Jezus odpowiada jedynie pośrednio, ale z Jego słów da się wywieść fundamentalne prawdy. Mianowicie Jezus wprost oświadcza, że jest Synem jedynego i prawdziwego Ojca, który otacza Go chwałą i który sprawia, że Jezus może mówić i działać. Czyli: człowiek nie ma życia, jeśli nie uzna tego Boga, który objawia się w Synu. To do tego zmierza cała historia zbawienia, której obietnicę Abraham otrzymał i, przez wiarę, widział jej spełnienie. Ale właśnie to stwierdzenie dla Żydów, potomków Abrahama jedynie według ciała, okazało się skandaliczne i nie do przyjęcia.
I mała ciekawostka na koniec. W dzisiejszej ewangelii Jezus mówi, że zna Ojca i Jego Słowa zachowuje. W kulturze hebrajskiej owo „poznanie” kogoś oznaczało niezwykłą zażyłość i intymność. Kiedy Izraelita współżył z kobietą, to mówił, że „ją poznał”. Tak właśnie, w sposób bardzo zażyły i intymny Jezus znał swojego Ojca. Czytanie Słowa Bożego, modlitwa, lektura duchowa – to szansa na to, byśmy Boga „poznali”…
25.03. Uroczystość Zwiastowania Pańskiego, Łk 1, 26-38
Już po raz kolejny Kościół stawia nam przed oczy słowo o Zwiastowaniu Maryi. Wydawać by się mogło, że już dobrze znamy ten fragment, wszelkie podobieństwa i różnice ze zwiastowaniem narodzin Jana Chrzciciela, tkwiące w nim jakieś tajemnice. Tymczasem Słowo Boże ma tę niesamowitą moc, że nieustannie pokazuje nam kolejne pokłady treści, rozumienia i interpretacji.
„Bądź pozdrowiona Maryjo, pełna łaski Pan z Tobą”
W języku greckim, w jakim została napisana ewangelia mamy w tym pozdrowieniu anioła piękną grę słów. Mianowicie słowa „Bądź pozdrowiona”, po grec. „chaire”, można też przetłumaczyć: „ciesz się, raduj się”. Natomiast wyrażenie „pełna łaski” to po grecku: „kecharitoméne”. Łaska w języku biblijnym to nic innego jak sam Bóg, a dokładniej Jego bliska obecność w życiu człowieka. Otóż ciekawe jest to, że słowo „chaire” zawiera się w „kecharitoméne”. Cóż to oznacza? Gabryel mówi tutaj o szczególnej radości, która jest działaniem Bożej łaski, która jest doświadczeniem obecności Stwórcy w życiu człowieka. Nie chodzi w tym wypadku o radość łatwą i przemijającą, która szybko przychodzi i jeszcze szybciej odchodzi.
Jakie znaczenie dla nas ma ta gra słów? W kontekście całej sytuacji, w kontekście wyboru, przed jakim stanęła Maryja spójrzmy na nasze życie i momenty, kiedy to Bóg do nas przychodzi i chce, byśmy odpowiedzieli na Jego wezwanie. Często zdarza się, że to, o co prosi, powoduje w nas myślenie, że właśnie nasz świat wali się w gruzy. I równie często nie jest to szczególnie przyjemna sytuacja. Ale czyż nie tak było w sytuacji Maryi? Młoda, 13/14 letnia dziewczynka ma zostać Matką Boga będąc zaślubiona już Józefowi???
Dalsza część historii Maryi pokazuje nam jednak, że przyjęcie zaproszenia Boga rodzi w człowieku wewnętrzną wolność ducha. Od tej chwili Bóg staje się bardziej obecny w naszym życiu i możemy się Jego obecnością cieszyć. To jest ta radość, która nie mija i przynosi konkretne owoce: duchową wolność, umiejętność szerszego patrzenia na rzeczywistość, wewnętrzną wytrwałość – dokładnie tak jak obserwujemy to w całym życiu Maryi.
Jednakże – i to jest ważne – w pierwszym momencie, w chwili decyzji jest w nas wiele strachu, niepokoju i niezrozumienia. Dopiero po jakimś czasie, z pewnej perspektywy dostrzeżemy sens wydarzeń i rozpoznamy w nich Boga.
24.03. Wtorek, 5 tydzień Wielkiego Postu, J 8,21-30
Kiedy czytamy fragmenty ewangelii Janowej, które nie opowiadają jakichś historii, lecz przytaczają słowa i mowy Jezusa możemy czuć się nieco zagubionymi. Dlatego na początku nieco ten tekst „uporządkujmy”.
Ewangelię Jana można podzielić na pięć sekcji, które odpowiadają pięciu podróżom do Jerozolimy odbytym przez Jezusa z okazji wielkich świąt Izraela, w czasie których z coraz większą jasnością objawiał swoją Boską naturę i misję. Szczytem było Święto Namiotów, o którym mówiliśmy sobie już wcześniej. Wtedy to Jezus ogłosił się Źródłem Życia Wiecznego (7,37-38), Światłością Świata (8,12) i w końcu objawił swoją Boską istotę, używając uroczystej formuły „Ja jestem” (8,24.58). To jest to samo wyrażenie, za pomocą której Bóg objawił się Mojżeszowi na górze Synaj (Wj 3,14). To Imię pojawia się dzisiaj dwukrotnie.
W dzisiejszym tekście Jezus czyni aluzję do zbawienia, które dokona się na krzyżu, czego symbolem jest epizod opisany w pierwszym czytaniu. Moc łask, jakie z krzyża wypływają, pozwala nam podążać właściwą drogą. To prawda, że nie możemy już teraz pójść tam, gdzie przebywa Jezus, ponieważ to nie my jesteśmy sprawcami naszego zbawienia. Ale, jeżeli nasz wzrok, przysłonięty grzechem, wzniesie się i spojrzy na Tego, który, jak mówi św. Paweł, dla nas stał się grzechem, to podczas tej wymiany spojrzeń – ponieważ także i On patrzy na nas z wysokości krzyża – doświadczymy, że nie tylko jesteśmy na właściwej drodze, ale że nasze wieczne szczęście już się rozpoczęło.
Kiedy podczas liturgii Wielkiego Piątku będziemy adorowali krzyż, przypomnijmy sobie dwie myśli z dzisiejszych czytań. Pierwsza: ten, kto spojrzał na węża, „zostawał przy życiu” (Lb 21,9), i druga: „poznacie, że Ja Jestem” (J 8,28). Tak, tylko kontemplacja krzyża pozwoli nam poznać, a nawet doświadczyć odpowiedzi na to podstawowe pytanie: Kim naprawdę jest Jezus? Wtedy poznamy, że On jest Drogą, Prawdą i Życiem.
23.03. Poniedziałek, 5 tydzień Wielkiego Postu, J 8,1-11
Cała scena, którą widzimy w dzisiejszej ewangelii jest wyjątkowa. Oto Jezus zostaje poddany „procesowi dyskredytacji”. Uczeni w Piśmie i faryzeusze starają się wprawić Jezusa w zakłopotanie i przeciwstawić Prawu, Mojżeszowi i Bogu i stawiają przed Nim kobietę właśnie pochwyconą na cudzołóstwie. Łatwo można zauważyć, że sprawą wtórną jest jej los, sprawiedliwość czy też przestrzeganie Prawa. Priorytetem w tej sytuacji jest osłabienie pozycji Jezusa. Bibliści wskazują, że prowokacja ma wiele wymiarów: ma na celu podważenie autorytetu Jezusa, ukazanie Zbawiciela jako człowieka niesprawiedliwego, podważenie autorytetu Jana Chrzciciela, który upominał Herodiadę i Heroda wypominając im cudzołóstwo. Ale trzeba także zauważyć dwie rzeczy: to co Jezus powie, musi być spójne z całym Jego nauczaniem, by nikt Mu nie zarzucił, że zmienia zdanie oraz musi to być zgodne z Prawem Bożym, by mu nie zarzucono, że je podważa.
Myślę, że każdego z nas, podobnie jak wielu egzegetów i biblistów interesuje, co też Pan Jezus pisał na piasku??? Teorii jest wiele: wypisywał grzechy tam stojących, pisał myśl, którą potem wygłosił i wiele innych.
Myślę jednak, że warto odnieść się do Słowa Bożego i poszukać, co ono samo mówi na ten temat. W księdze proroka Jeremiasza czytamy: „Nadziejo Izraela, Panie! Wszyscy, którzy Cię opuszczają, będą zawstydzeni. Ci, którzy oddalają się od Ciebie, będą zapisani na ziemi, bo opuścili źródło żywej wody, <Pana> (Jr 17,13)”. I jeszcze: „Ziemio, ziemio, ziemio! Słuchaj słowa Pańskiego! To mówi Pan: «Zapiszcie tego człowieka jako pozbawionego potomstwa, jako męża, który nie zażyje szczęścia w swych dniach, ponieważ żadnemu z jego potomków nie uda się zasiąść na tronie Dawida ani panować nad Judeą»” (Jr 22, 29-30).
Być zapisanym na ziemi, to uczynić swoje imię podatnym na zdeptanie, ale też umieścić je w bardzo nietrwałym położeniu, a nade wszystko… nie umieścić go w niebie. Czy ten tekst tłumaczy zachowanie mężczyzn, którzy porzucili kamienie i znając to proroctwo Jeremiasza oddalili się od Jezusa i tej kobiety? To, że zostałem zapisany na ziemi, oznacza, że oddalam się od postawy miłosierdzia i przyjmuję postawę osądzającą wobec innych, zarówno winnych, jak i niewinnych. Ponieważ ją osądzili, Jezus ukazał ich imiona zapisane na ziemi – musiało to zrobić na nich kolosalne wrażenie, bowiem dla Żydów zapisanie imienia w jakimś miejscu jest równoznaczne z umieszczeniem tam jego osoby…
A gdzie jest zapisane Twoje imię? Tam, gdzie zapisujesz swoich bliźnich. Jeśli rzucasz go na ziemię, jeśli rzucasz w niego kamieniem – taki jesteś i ty sam. To myślę dość przekonujące wyjaśnienie…
Okazywane drugiemu miłosierdzie jest tym, co nas dźwiga i pomaga, by nasze imiona i naszych bliskich zostały zapisane w niebie.
22.03. 5 Niedziela Wielkiego Postu, J 11, 1-45
Osobiście jest to dla mnie jedna ze scen ewangelii, która mnie niezwykle porusza. Pozwólcie więc, że spróbuję was poprowadzić do jej rozważenia w bardzo konkretnym kierunku.
- Mamy opisaną bardzo konkretną sytuację – Łazarz od czterech dni leży w grobie (dla wierzącego Żyda do trzeciego dnia tliła się jeszcze nadzieja), czyli wiadomo, że tutaj już się nic nie zmieni. Nic nie można poradzić w tej sytuacji, nie ma z niej, tak po ludzku, żadnego wyjścia. Innymi słowy – takie jest życie….
- Kiedy przychodzi Jezus do Betanii zastaje Łazarza leżącego w grobie, przyjaciół wspierających i pocieszających siostry oraz Martę i Marię, które jakoś usiłują sobie poradzić. Ale w tej scenie dominuje jedno uczucie – uczucie źle skrywanego żalu. Słyszymy to w słowach sióstr: „… gdybyś tu był … ale Cię nie było …”. Jest to nieomal otwarta pretensja wynikająca z tego, że siostry wiedzą, że w odpowiednim czasie powiadomiły Jezusa, swego Przyjaciela. Wiedzą też, że Jezus, Przyjaciel, specjalnie się spóźnił…. Doświadczenie śmierci bliskiej osoby jest tak mocne i przejmujące, że nawet mimo to, że Jezus był ich Przyjacielem, to mają żal, że nie zdążył i że się specjalnie spóźnił. Ostatecznie reakcja Jezusa jest zaskakująca – rozrzewnia się, wzrusza, płacze i wskrzesza.
Pozostaje pytanie – czemu się spóźnił? Czemu nie zdążył?
Odpowiedź – nie chciał zdążyć, bo jak sam powiedział: ta „choroba nie zmierza do śmierci, mają się ujawnić sprawy Boże”. Mamy więc tutaj do czynienia z klasycznym kryzysem! A każdy kryzys jest po coś. Także ten, który nas dotyka bardzo osobiście. Zazwyczaj jest on po to, żeby coś w nas umarło i narodziło się na nowo.
W siostrach umarł obraz Jezusa Cudotwórcy i Nauczyciela, a pojawił się obraz Boga panującego nad wszystkim, nawet nad śmiercią. Ale siostry „zapłaciły” czterodniową rozpaczą, smutkiem i żalem. Na pewno bolało i łatwo nie było…
Czy dzisiaj my, katolicy nie jesteśmy w tej samej sytuacji?
Dominuje w nas uczucie źle skrywanego albo i nieukrywanego żalu – czemu tyle restrykcji? Czy nie można inaczej? Czy rzeczywiście trzeba aż tak ostro reagować? Przecież można by jakoś inaczej…
My też dzisiaj mamy kryzys, jak Marta i Maria… jest to kryzys, który stawia nas wobec pytania o fundamenty naszej wiary, o obecność i wartość sakramentów w naszym życiu, o poziom naszej wiary…
Zachęcam do refleksji nad dzisiejszą ewangelią w tym kierunku.
I perełka do zastanowienia na koniec: i Marta i Maria powiedziały do Jezusa te same słowa. Dlaczego zareagował na słowa tylko jednej z nich? Myślę, że to jest klucz, do poradzenia sobie z kryzysem i poniekąd do dzisiejszej ewangelii.
Podpowiedź – Łk 10,39
21.03. Sobota, 4 tydzień Wielkiego Postu, J 7,40-53
Dzisiejsza ewangelia jest kontynuacją wczorajszej. Jezus podczas Święta Namiotów naucza w świątyni i próbuje przekonać wątpiących i niepewnych, o tym, kim jest. Dzisiaj czytamy o tym, jak łatwo można człowieka powstrzymać w jego dochodzeniu do Prawdy. Czynią to faryzeusze.
Po pięknej mowie Jezusa przychodzą do nich strażnicy, w których zaczęła się tlić chęć zbliżenia do Niego: „Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak Ten człowiek przemawia”. Jak widać Jezus musiał zrobić na nich potężne wrażenie. Faryzeusze natychmiast ich atakują: „Czyż i wy daliście się zwieść?” Parafrazując: „Daliście się zwieść, że Mesjasz może w tak prosty sposób być dostępny? Że jest to kwestia zaufania, a nie kombinacji, znajomości całego Prawa, wypełniania wszystkich przepisów, odmówienia wszystkich modlitw, zaliczenia wszystkich z możliwych obowiązków religijnych???… Myślicie, że jest to takie proste? Wiecie, ile trzeba przejść w życiu, żeby spotkać Mesjasza? Daliście się zwieść, że jest to takie proste, że trzeba przyjść, wyznać grzechy, Bóg je odpuszcza i już nie pamięta? To jest takie proste??? Przecież trzeba się natrudzić, pokut mieć tysiące i wszystkie je dokładnie wypełnić!!!!”.
Pierwszy sposób, jakim można przygasić chęć zbliżania się do Boga to przekonanie, że muszę się bardzo natrudzić, żeby Go spotkać. Nie dajmy się zwieść.
Ale to jeszcze nie koniec! Drugi bowiem sposób przygaszenia człowieka to zabawa słowem. Tak uczynili faryzeusze: „Ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty” i chwilę potem: „Czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem?” Faryzeusze wydali sąd, nie zadając sobie trudu, żeby sprawdzić, gdzie Jezus się narodził. Mało tego! Skłamali! Na pytanie Nikodema odpowiedzieli: „Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei!”. A powstał! Jonasz, którego Jezus wskazał jako swój obraz prorocki (Mt 12,39-40; Łk 11,29-30), urodził się w okolicach Tyberiady (2 Krl 14,25), a więc był Galilejczykiem. Ale skutek działania i przemowy faryzeuszów był natychmiastowy: wszyscy się rozeszli …
Ten drugi sposób przygaszenia naszej relacji z Bogiem może się objawiać w życiu nieustannymi pytaniami i niekończącymi się osądami: „Nie wiem, czy mam dziś nastrój do modlitwy, czy powinienem się modlić… Kiedyś to mi się fajnie modliło, teraz tak to ciężko idzie… Może dzisiaj odłożę modlitwę… Nie mam dziś nastroju, a wtedy modlitwa nie idzie…”.
Ponadto warto może jeszcze zastanowić się nad tym, czy czasem nie przygasiliśmy relacji z Bogiem przez to, iż wydajemy bardzo pochopne sądy na czyjś temat?
20.03. Piątek, 4 tydzień Wielkiego Postu, J 7,1-2.25-30
Aby zrozumieć dzisiejszy fragment należy najpierw spojrzeć na szerszy kontekst. Mianowicie ewangelia Janowa od rozdziału drugiego do szóstego przedstawia ludzi, którzy uwierzyli w Jezusa Chrystusa. Natomiast od rozdziału siódmego do dwunastego przedstawia coraz więcej ludzi, którzy nie wierzą, są zdezorientowani, wystraszeni lub wrogo nastawieni do Jezusa. Nawet pojawiają się ludzie religijni zagubieni i zarzucający Jezusowi, że On został zwiedziony i zwodzi ludzi. W oczach części przywódców, nauczycieli religijnych i mieszkańców Jerozolimy Jezus jest sekciarzem, a ludzie z nim związani – sektą. Ale okazuje się także, że jest i inna grupa: ludzie, którzy rozmawiają o Jezusie po cichu i nie zgadzają się z poglądem swoich religijnych zwierzchników.
Ważna jest także kolejna rzecz – umiejscowienie historyczne. W Jerozolimie trwa Święto Namiotów (coś na podobieństwo naszych dożynek). Było ono znane ze swej bardzo radosnej atmosfery oraz z zapalania pochodni rozświetlających całe miasto. Wtedy dziękowano Bogu za zbiory, ale przede wszystkim wspominano Bożą wierność i opiekę podczas czterdziestu lat spędzonych na pustyni. W tym czasie, wspominając te wydarzenia, Izraelici budowali namioty i mieszkali w niech przez 8 dni. Zazwyczaj stawiano go tuż obok domu, na przykład w ogrodzie albo na dachu i tam przenoszono się na te kilka dni. Szałas ten powinien był być tak zbudowany, aby przez gałęzie, które tworzyły jego dach, prześwitywało światło, tworząc coś na kształt świetlistego obłoku. Miał on przypominać, że Bóg prowadził Izraela przez pustynię, mieszkając między nimi właśnie w postaci obłoku.
Kontrowersja, o której dzisiaj słyszymy w ewangelii zaistniała w wigilię Święta Namiotów. Czyli czasu poświęcanego na refleksję, na wspomnienie tej niezwykłej wędrówki i tego, jak Bóg wtedy działał, jak się troszczył o swój lud, przez jakie znaki do niego przemawiał. Słowa Jezusa są więc zaproszeniem do tego, aby w tym czasie podjąć szczerą refleksję nad Jego osobą i nad „dziełami”, jakich dokonał. Pamiętamy doskonale, że owi wątpiący te osiem dni spędzone pod namiotami zaprzepaścili, nie rozpoznali Mesjasza.
W związku z powyższym warto postawić sobie parę pytań:
czy my, przyjmując podpowiedź dzisiejszej Liturgii Słowa, potrafimy zatrzymać się po drodze na święto Zmartwychwstania?
czy damy sobie czas na ponowne przeczytanie i przemedytowanie tego bogatego tekstu, aby poszukać odpowiedzi dotyczącej tajemnicy osoby Chrystusa?
19.03. Uroczystość św. Józefa, Mt 1,18-24
W kolejnym dniu Wielkiego Postu Kościół stawia nam przed oczy postać nietuzinkową i bardzo konkretną, a mianowicie św. Józefa. Więc będzie konkretnie!
Jeden z kaznodziejów zauważył, że powiedzieć o Józefie, że był małomówny jest solidnym przegięciem:) Bo na kartach Ewangelii ON NIC NIE MÓWI! JÓZEF PO PROSTU DZIAŁA! A jak?
Tę informację o św. Józefie możemy wyczytać z dzisiejszego tekstu. Maryja wraca z Ain Karim po 6 miesiącach, kiedy to przebywała u Elżbiety. Józef widzi, że jest w stanie błogosławionym, ale nie wie skąd, jak i dlaczego. Ewangelista zauważa, że Józef po „przemyśleniu” całej sprawy podejmuje trudną decyzję o oddaleniu Maryi i kładzie się spać. Wtedy we śnie objawił Mu się anioł i powiedział, co ma robić. I to nie był jedyny taki przypadek w życiu Józefa! Kiedy Maryi i Dziecku groziła śmierć z rąk króla Heroda, Józef ponownie otrzymał we śnie nakaz i uciekł z Nimi do Egiptu. Kiedy ustała sytuacja niebezpieczeństwa i zagrożenia, powrócił do Nazaretu – po tym, jak usłyszał od anioła, że może wrócić – WE ŚNIE! Ewangelista Mateusz, kiedy pisze, że Józef się „obudził” używa słowa greckiego, które używane jest także na określenie „zmartwychwstania”. Józef więc po przebudzeniu się rodzi się do nowego życia, zgodnego ze Słowem Anioła. To jest niezwykła umiejętność, jaką posiadł św. Józef – umiał rozpoznawać głos Boga w swoim życiu. Usłyszał Go w słowach anioła PODCZAS SNU i… zrobił, co Ten nakazał.
Rozpoznać, w jaki sposób Bóg mówi do mnie – przez Słowo, przez współmałżonka, przez dziecko, przez wydarzenia, przez liturgię, przez….
Oto KONKRETNA umiejętność św. Józefa. O nią dzisiaj prośmy.
18.03. Środa, 4 tydzień Wielkiego Postu, J 5,17-30
Dzisiejsza ewangelia to kontynuacja wczorajszej sceny, w której Jezus uzdrowił człowieka z choroby, która trwała 38 lat! Uczynił to jednakże w szabat i dlatego pobożni Żydzi go tak zdecydowanie i mocno atakują. Dla nas nie jest do końca zrozumiałe, ale dla wierzącego Izraelity zachowywanie dnia świętego stanowiło najwyższy wymiar okazywania szacunku Bogu. Stąd też tak wielka zaciekłość atakujących Jezusa. Ale przyjrzyjmy się wpierw samemu tekstowi.
W zaledwie trzynastu wersetach dzisiejszego czytania aż siedem razy występuje słowo „ojciec”, osiem razy „syn”, a ponadto spotykamy uroczyste i kluczowe dla tego fragmentu wyrażenia: „Syn Boży” i „Syn Człowieczy”. Jezus na zarzut Żydów o niezachowywanie szabatu odpowiada w następujący sposób: skoro szabat jest nienaruszalnym przykazaniem Boga, to ten, kto go narusza, jest albo grzesznikiem, albo Bogiem, albo kimś, kto został przez Niego delegowanym, aby szabat naruszyć. A po co miałby naruszać? W celu przekazania jakiejś nauki.
Dzisiejszy tekst można podzielić na trzy części skupione wokół trzech formuł objawienia: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam…” (ww. 19.24.25), które stanowią serce tego fragmentu. W pierwszej z nich Jezus określony jest mianem „Syna”, w drugiej „Syna Bożego”, a w trzeciej „Syna Człowieczego”. Łącząc ze sobą te trzy formuły, Jan wyjaśnia, że Ojciec, który daje życie, wskrzesza umarłych i ich sądzi, przekazał te swoje władze Synowi. Dlatego każdy, kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje też czci Ojcu, który Go posłał. Teraz jasne jest, dlaczego Jezus uzdrawiał chorych w szabat i dlaczego Jego przeciwnicy oskarżali Go o „czynienie się równym Bogu”.
Najbardziej interesujące zdanie tej pierwszej części tekstu znajduje się na samym początku: „Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam”. Sens jest dla nas nieco niejasny, jako że nie wiemy, że rabini w tamtym czasie rozróżniali między Boskim dziełem stworzenia, które się już skończyło, a dziełem zachowywania świata i rządzenia nim, które z natury swej jest nieprzerwane. Otóż – utrzymuje Jezus – uzdrawiając chorych w szabat, ja nie naruszam prawa szabatu, ponieważ działam poza nim i w ramach Boskiego dzieła zachowywania świata i rządzenia nim.
Wreszcie w trzeciej formule Ewangelista mówi, że Jezus jest Synem Człowieczym. Sens tego określenia w odniesieniu do Jezusa wyjaśnia sam Jan: Ojciec dał Synowi nie tylko władzę stwarzania („mieć życie w sobie”), ale także „wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym „. Owo określenie: „Syn Człowieczy” po raz pierwszy pojawia się w tym znaczeniu w Księdze Daniela, która przedstawia niebiańską postać o ludzkim obliczu, przybywającą na obłokach niebieskich, obleczoną w pełnię odwiecznej władzy. Tą osobą, przybywającą na ziemię w ludzkiej postaci – mówi Jan – jest właśnie Jezus.
Pouczenie więc dotyczy tego, kim jest Jezus. Ale warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Jezus widzi, że opór, który stawiają Żydzi wobec niezachowywania szabatu wypływa także z ich troski i olbrzymiego szacunku dla tego dnia i Boga. Chce jednak oczyścić tę troskę z tego, co w takiej przewrażliwionej pobożności często się pojawia, czyli po prostu z zaślepienia.
Bo przecież i ja sam mogę być niejednokrotnie święcie przekonany, że to, w jaki sposób wyznaję Pana Boga, w jaki sposób o Panu Bogu mówię, naprawdę mi służy i powinno też służyć innym. Ale w tym świętym przekonaniu powinienem być nieustannie otwarty na weryfikację każdego dnia przez czyny i relacje z innymi ludźmi.
17.03. Wtorek, 4 tydzień Wielkiego Postu, J 5,1-3a. 5-16
W dzisiejszym fragmencie czytamy o kolejnym znaku (u ewangelisty Jana cuda Jezusa tak są nazywane) Jezusa i kolejnym dokonanym w szabat. Ewangelie wspominają o pięciu takich przypadkach: Mt 12, 9-14 (Mk 3, 1-6; Łk 6, 6-11); Łk 13, 10-17; Łk 14, 1-6; J 9, 1-41. Jest to także dość niezwykły cud ze względu na to, że chory o niego nie prosi – Jezus sam z siebie interweniuje. Całe zdarzenie ma miejsce w Jerozolimie przy sadzawce Betesda znajdującej się przy Owczej Bramie. Na tę sadzawkę składały się dwa stawy otoczone krużgankami. Przy jednym z nich leżało mnóstwo chorych czekających na cudowne uzdrowienie. Przy drugim z kolei wypoczywali miejscowi notable zażywający odpoczynku w cieniu i w wodzie. Przekonanie i wiara w cudowne właściwości wody wzięła się z midraszu opowiadającego o tym, że co jakiś czas zstępuje anioł, aby skrzydłem poruszyć wodę i pierwszy, kto wejdzie – zostanie uzdrowiony.
Przy tej sadzawce leżał, a właściwie to pewnie mieszkał chory od 38 lat! Jak podają historycy – tyle wynosiła średnia długość życia w tamtym czasie. Innymi słowy – on był chory całe swoje życie! to na niego zwrócił uwagę Jezus i zadał mu pytanie: czy chcesz być zdrowym? Hm… człowiek jest chory całe swoje życie, prawdopodobnie mieszka przy sadzawce licząc, że może wkrótce uda się wyzdrowieć, że zdąży wejść do wody. Tymczasem Jezus pyta – czy chce być zdrowy??? No pytanie wydaje się być nie na miejscu!!!
Niemniej jednak odpowiedź chorego jest jeszcze bardziej zadziwiająca! On nie mówi, że: tak, chcę być zdrowy, po to tutaj jestem, po to tutaj niemal mieszkam, przecież to moje jedyne pragnienie… Ów chory przez całe swoje życie odpowiada: NIE MAM CZŁOWIEKA…
Znak uzdrowienia chorego od 38 lat, o którym dzisiaj czytamy ma nam coś wskazać. Może właśnie to! Jezus zadał właściwe pytanie
– Chcesz być zdrowy?
– Tak, po to tu jestem. Ale tak naprawdę to NIE MAM CZŁOWIEKA.
Innymi słowy Jezus pyta:
– czego tak naprawdę tutaj szukasz?
– człowieka…
Nas też pyta – czego tak naprawdę ode mnie chcesz?
16.03. Poniedziałek, 4 tydzień Wielkiego Postu, J 4, 43-54
Już niemal połowa Wielkiego Postu za nami. Po czwartej niedzieli, nazywanej w liturgii (od słów antyfony na wejście) Laetare, czyli Radujcie się wchodzimy w nowy niejako „rozdział” rozważania Słowa Bożego. Codziennie – za wyjątkiem dwóch uroczystości – rozważać będziemy fragmenty z ewangelii według św. Jana.
Czytamy dzisiaj o cudownym uzdrowieniu syna urzędnika dworskiego, i to dokonanym na odległość! Spróbujmy się przyjrzeć przez chwilę cudom Jezusa. Co jest w nich wyjątkowego? Kardynał Kasper wskazuje na trzy cechy:
Po pierwsze Chrystus nie czynił cudów dla własnej korzyści. Ich wyjątkowość miała pozwolić ludziom odróżnić Jezusa od innych, którzy mienili się cudotwórcami. Sam cud miał być wskazówką dla patrzących, iż mają do czynienia z Kimś szczególnym. Ponadto Ewangelia nie przywołuje żadnego tekstu, w którym Jezus przyjmowałby jakieś korzyści za to, co czynił dla ludzi.
Po drugie, Jezus nie czynił cudów na pokaz. Wielokrotnie czytamy, jak zabierał chorych na bok, z dala od innych, aby nie popisywać się przed ludźmi. W tym działaniu nie koncentrował się na sobie, lecz na Bogu. Cuda czynione przez Jezusa w ukryciu miały być wskazówką, co Bóg docenia, jakie zachowania są dla Niego wartościowe.
Po trzecie, Jezus nie czynił cudów, które by człowiekowi szkodziły, które byłyby dla niego karą. Wymagał od ludzi wiary, mimo że często spotykał się z różnego rodzaju niewdzięcznością. Zdarzyło się, że powiedział faryzeuszom kilka ostrych słów widząc ich postawę; że wypędził przekupniów ze świątyni, gdyż nie potrafili się w niej zachować, ale nigdy nie zadawał cierpienia! Takie zachowanie Jezusa jest dla nas wskazówką, w jaki sposób Bóg traktuje człowieka. Mianowicie pokazuje, że czasem nawet niezrozumiałe dla nas wydarzenia w naszym życiu mogą stanowić wskazówkę.
Dalej – ciekawym jest, że w Ewangelii Jana cuda Jezusa nazywane są znakami. Czyli mają one pokazywać na coś innego aniżeli sam cud. Jak więc rozumieć dzisiejsze wydarzenie?
Może tak: ilekroć ewangelie mówią o młodych ludziach, to są oni albo umarli, albo ciężko chorzy. Są cztery takie epizody. Młodzi zmarli są Żydami: syn wdowy z Nain (Łk 7,11-17) i dwunastoletnia córka Jaira (Mk 5,21-43). Natomiast młodzi ciężko chorzy są poganami: córka kobiety kananejskiej ((Mk 7, 24-30) oraz syn urzędnika króla Heroda z dzisiejszego fragmentu.
Może wskazówka wypływająca z dzisiejszego znaku dotyczy słabości młodych i tego, jakie jest zadanie rodzica, opiekuna, wychowawcy?
W dzisiejszym fragmencie trzykrotnie słyszymy słowa „Twój syn żyje”. Czy nie przypomina nam to radości Miłosiernego Ojca przytulającego z radości powracającego syna?
15.03. 4 Niedziela Wielkiego Postu, J 9,1-41
Jest to kolejny fragment z ewangelii według św. Jana. Jest to jedna z trudniejszych do zrozumienia, ale i interpretacji ksiąg Nowego Testamentu. Dlatego zachęcam do refleksji nad nią w bardzo konkretnym kierunku. Można w dzisiejszym fragmencie wyróżnić kilku bohaterów tego wydarzenia. Rozważając poziom, czy też głębię swojej wiary (albo i jej płyciznę) można spróbować odnaleźć w nich swoją postawę:
Rodzice niewidomego – można powiedzieć o nich, że są „politycznie poprawni”. Na pytanie faryzeuszy odpowiadają: „Tak, to jest nasz syn, faktycznie był niewidomy, ale nie wiemy, dlaczego widzi; jego spytajcie, ma swoje lata”. Czyli nie zajmują jasnego stanowiska, bo się boją. Grozi im bowiem wykluczenie „z synagogi”, czyli ze społeczności Izraela. Są więc oni obrazem wszystkich niezdecydowanych w ciągu wieków istnienia Kościoła. Są to tacy, którzy nie wiedzą po której stronie stanąć: za Jezusem lub przeciw Niemu. Odkładają decyzję i są trochę z jednej strony i trochę z drugiej strony. Mówiąc banalnie: żeby i wilk był syty i owca cała.
Faryzeusze – oni są poszukiwaczami prawdy (przynajmniej takie jest wrażenie). Pytają niewidomego, a usłyszawszy odpowiedź nie za bardzo wiedzą, co z tym zrobić. Jedni zauważają, że Jezus łamiąc szabat nie może być od Boga, ale drudzy zastanawiają się, jak udało Mu się w takim razie bez Bożej pomocy dokonać takiego cudu? Jednakże w drugiej scenie ich wątpliwości (i poszukiwanie prawdy) znikają. Dokonali wyboru i szukają potwierdzenia. Mówią do uzdrowionego: „Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem”. Czyli potwierdź naszą jedynie słuszną opinię. Kiedy jednak uzdrowiony się opiera, reagują radykalnie: „Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać?”. W faryzeuszach dokonała się więc pewna ewolucja. Od postawy niepewności, kim właściwie jest Jezus do bezpardonowego wobec Niego sprzeciwu. Faryzeusze są więc posiadaczami „prawdy”.
Uzdrowiony niewidomy – również w nim dokonuje się pewna ewolucja – od niepewności, przez szereg pytań, dochodzi do wiary. Opowiada sąsiadom i znajomym o tym, jak został uzdrowiony. Na pierwsze pytania odpowiada: „Nie wiem (co o tym, o Nim myśleć)”. W kolejnej scenie odpowiada faryzeuszom stanowczo: „To jest prorok”. A w ostatniej scenie wyznaje wiarę w Jezusa, na tyle, na ile ją wtedy rozumiał. Na pytanie Jezusa: „Wierzysz w Syna Człowieczego? Odpowiada: „A kto to?”. A na odpowiedź Jezusa: „To ja (twój dobroczyńca)” mówi zdecydowanie: „Ty? W takim razie wierzę (Zobaczyłem Twoją moc i wierzę, choć jeszcze nie wiem co to znaczy)”. Uzdrowiony przeszedł swoją ewolucję, ale jakże inną niż faryzeusze.
Jezus – pośród Jego słów warto zwrócić uwagę na te, które mogą nam pomóc zrozumieć całą scenę. Mówi tak: „Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi”. Oznacza to, że dziełem Boga, które ma wypełnić Jezus jest dokonanie sądu, który będzie polegał na tym, by przywrócić wzrok tym, którzy nie widzą, a oślepić tych, którzy – jak sami twierdzą – widzą. Nie chodzi tu o niezależne od ludzkiej woli danie łaski wiary jednym, a odebranie drugim. Jest to pewna propozycja Jezusa, który mówi, że oświeca każdego. Jedni z tego skorzystają – inni, którzy nie chcą korzystać ze światła, które przynosi Jezus, de facto osuną się w ciemność.
14.03. Sobota, 3 tydzień Wielkiego Postu, Łk 18, 9-14
Dzisiejsze Słowo stawia nam przed oczy dwóch bohaterów: faryzeusza i celnika.
Faryzeusz należy do grupy ludzi, o których Józef Flawiusz pisał, że cieszyli się szacunkiem ze strony Żydów, prowadzili życie wstrzemięźliwe i postępowali zgodnie z Prawem. Podczas swojej modlitwy, o której Jezus nam opowiada, faryzeusz wylicza dwie godne pochwały praktyki religijne. Pierwszą z nich jest post dwa razy w tygodniu, do czego Prawo go nie zobowiązywało (nakazany był post w Dzień Przebłagania). Był to tzw. post prywatny, praktykowany dwa razy w tygodniu: w drugi i piąty dzień tygodnia, czyli w nasz poniedziałek i czwartek. Drugą praktyką, wymienioną przez faryzeusza z przypowieści, jest oddawanie dziesięciny. Zgodnie z Prawem każdy Izraelita miał obowiązek złożyć na rzecz świątyni dziesięcinę ze zboża, moszczu, oliwy oraz pierworodne z bydła i trzody. Faryzeusz oznajmia, że składa dziesięcinę z każdego nabytego towaru, czyniąc to być może z obawy, że sprzedawca tego nie zrobił. Widzimy więc, że zarówno w kwestii jałmużny, jak i postu faryzeusz czyni więcej niż należy!
Celnik natomiast reprezentuje grupę ludzi znienawidzonych przez społeczeństwo żydowskie. Uważano ich za kolaborantów, ponieważ ściągali podatki na rzecz Rzymu, oraz za oszustów, gdyż pobierając podatki lub opłaty za towary wprowadzane do miasta i przywożone z innego kraju, usiłowali wyciągnąć ze swej funkcji jak największe korzyści materialne. Tym samym uznawano ich za wielkich grzeszników. Powszechnie uważano ich za nieczystych, a ich pieniądze – za splamione niegodziwością, przez co też kapłani nie przyjmowali ich ofiar pieniężnych składanych w świątyni. O nich właśnie faryzeusze twierdzili, że nie mogą nawet odpokutować za swe grzechy i uzyskać od Boga ich przebaczenia, gdyż nie jest w stanie wiedzieć dokładnie, ilu ludzi w ciągu swego życia oszukał, a tym samym nie może ich odszukać i wynagrodzić ich krzywdy. Celnik podczas swojej modlitwy stał z daleka i nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu. Jest zatem świadomy swej grzeszności, tego, że należy do kategorii ludzi pogardzanych i nazywanych największymi grzesznikami. Gest opuszczenia wzroku ku ziemi w czasie modlitwy wyraża zawstydzenie z powodu własnej grzeszności i poczucie niegodności. Natomiast bicie się w piersi, a więc w miejsce, gdzie leży serce (siedlisko złych myśli, uczuć i pragnień) był wyrazem żałoby, pokuty i żalu za grzechy.
Dlaczego więc modlitwa faryzeusza, człowieka ze wszech miar zasługującego na wysłuchanie, nie została wysłuchana?
Wskazówką może być tekst oryginalny Ewangelii, w którym jest mowa o postawie faryzeusza podczas modlitwy. Czytamy bowiem, w dostępnym nam tekście, że „Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił”. Ale najbliższe oryginałowi tłumaczenie brzmi bardzo znacząco: „Modlił się skupiony na sobie”. Czyli innymi słowy – faryzeusz MODLIŁ SIĘ DO SIEBIE, CZYLI MÓWIĄC DO SAMEGO SIEBIE…
Jeden z mnichów egipskich z początków chrześcijaństwa, Pseudo-Makary tak skomentował tę przypowieść: „Aby modlić się naprawdę, dusza musi ogołocić się ze wszystkich swoich fałszywych «ja». Kiedy nasza dusza jest pełna bożków, nie ma miejsca dla Boga. Jakiekolwiek słowo byśmy nie wypowiedzieli, zgubi się ono jak w labiryncie”.
To JA, nazywane czasem przewrotnie „pokusą misia” („bo mi sie należy”, „bo mi sie nie chce”) jest największą przeszkodą podczas modlitwy…
13.03. Piątek, 3 tydzień Wielkiego Postu, Mk 12,28-34
„Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?”
Okazuje się, że pytanie zadane Jezusowi nie jest pytaniem łatwym – choć my znając doskonale już ten tekst odpowiedź znamy. Zrodziło się ono jednak z konkretnej potrzeby odczuwanej w środowisku żydowskim. Mianowicie bycie człowiekiem sprawiedliwym i wiernym Bogu, to wypełniać wolę Bożą. A to już nie było takie łatwe… czemu? Ponieważ przez lata powstawania i gruntowania się wiary w Narodzie Wybranym narosło mnóstwo rozmaitych przepisów. Zebrało się 613 przepisów, w większości negatywnych. 365 z nich było zakazami (tyle samo, ile dni w roku), a 248 wyrażało nakazy (dokładnie tyle, ile według ówczesnych przekonań było części ludzkiego ciała). W tej gmatwaninie było już bardzo trudno się połapać, tzn. określić które z tych poleceń są mało istotne, a które ważne. panowało także przekonanie, że czyste sumienie jest zależne od ilości przestrzeganych norm i wykonywanych praktyk.
Pomysłów na rozwiązanie problemu było dużo. Chociażby Hillel, uznany mistrz, który nauczał w czasach młodości Jezusa, powtarzał słynną maksymę: „Nie czyń drugiemu tego, co tobie niemiłe! Oto całe prawo. Reszta to tylko interpretacja (tej sentencji)”. Inny z rabinów, Akiba, umęczony z powodu swojej wiary, powie: „Powinieneś kochać bliźniego jak siebie samego. To jest największy i ogólny nakaz prawa”. A w komentarzach znajdziemy jeszcze takie sformułowanie: „Jałmużna i dzieła miłości równoważą wszystkie nakazy prawa”. W jednym z apokryfów „Testamenty dwunastu Patriarchów” można nawet zauważyć, że miłość bliźniego jest postawiona na tym samym poziomie co miłość do Boga, dokładnie tak jak w Ewangelii: „Kochajcie Pana w czasie waszego życia i kochajcie jeden drugiego szczerym sercem”. I dalej: „Kochajcie Pana i waszego bliźniego, miejcie miłosierdzie nad ubogim i słabym”.
Wbrew pozorom – to nie było łatwe pytanie. Chrystus odpowiada uczonemu w Piśmie, wiążąc (to nowość!!!!) ze sobą dwa fragmenty Pięcioksięgu:
– pierwszy (Pwt 6,4) to początek Shema Israel (od słów: Słuchaj Izraelu!), rodzaj wyznania wiary, którym każdy Izraelita rozpoczynał i kończył dzień;
– drugi fragment został wzięty z Księgi Kapłańskiej (19,18).
Tym samym Chrystus pokazuje, że oba przykazania znajdują się na tym samym poziomie, czyli stanowią jedność. Jezus wskazuje, że te oba przykazania RAZEM stanowią największe przykazanie.
Chciałbym zwrócić jednak waszą uwagę, do czego nas zobowiązują wskazania Jezusa, a są nie tylko dwa:
- SŁUCHAJ – to początek i fundament przykazań,
- Pan jest JEDYNY – przypomnienie, że to Bóg jest Panem, a nie cały szereg innych bożków. To zależność od Boga jest źródłem wolności.
- Będziesz miłował Boga CAŁYM SOBĄ – nie ma żadnego porównania, nie ma odniesienia do czegokolwiek lub kogokolwiek innego.
- Będziesz miłował bliźniego swego JAK SIEBIE SAMEGO – u podstaw miłości bliźniego stoi zdrowa miłość i akceptacja siebie samego.
Dzisiejsze przykazanie miłości to kolejne zadanie na naszą wielkopostną pustynię…
12.03. Czwartek, 3 tydzień Wielkiego Postu, Łk 11 14,23
Usłyszeliśmy w dzisiejszym fragmencie o tym, jak Jezus został oskarżony o kontakty ze złym duchem, którego imię brzmi Belzebub i – co więcej – panuje nad nim! A więc współczesne Chrystusowi elity społeczeństwa uważały, że Jezus jest kimś potężnym, skoro nawet władca złych duchów jest Mu posłuszny. Kim jest wspomniany Belzebub, według uczonych w Piśmie, władca złych duchów?
Współcześni Jezusowi Żydzi wierzyli, że siłom dobra przeciwstawiają się w niebie i na ziemi moce zła. Wyobrażano sobie nawet królestwo demonów, na których czele, jako przywódca, stoi Belial. Wymienione przez uczonych imię Belzebub (w greckim tekście: Belzebul) nie pojawia się ani w starotestamentalnych Pismach ani w literaturze żydowskiej. Prawdopodobnie jest wariantem imienia Baal-Zebula, oznaczającego „Pana Wzniosłości”, który znany był Izraelitom jako bóg filistyński. W Nowym Testamencie występuje nie jako bóg, ale jako władca złych duchów. Ze względu na to, że Żydzi uważali go za słabego przeciwnika Jedynego Boga, dlatego przekornie przekręcili jego imię i mówili Baal-Zebub, co oznacza „Władca Much”, albo nawet Beel-Zebub, czyli „Władca Odchodów”. Późniejsza tradycja chrześcijańska uważała Belzebuba za synonimiczne określenie Szatana.
Słowo Boże zwraca dzisiaj naszą uwagę na obecność złego ducha, który realnie istnieje i działa w świecie, który jednak najchętniej sytuuje go w obszarze legend i mitów. Stale i systematycznie zwiększająca się liczba egzorcystów wskazuje jednak na coś zupełnie innego! Na to mianowicie, że szatan nieustannie działa w tym świecie na zgubę człowieka.
Poruszające w tym względzie jest świadectwo o. Domenico Pechenino o papieżu Leonie XIII: „Pewnego poranka wielki papież Leon XIII zakończył Mszę św. i uczestniczył w innej, odprawiając dziękczynienie, jak to zawsze miał zwyczaj czynić. W pewnej chwili zauważono, że energicznie podniósł głowę, a następnie utkwił swój wzrok w czymś, co się unosiło nad głową kapłana odprawiającego Mszę św. Papież wpatrywał się niewzruszenie, bez mrugnięcia okiem, ale z uczuciem przerażenia i zdziwienia. Wreszcie, jakby przychodząc do siebie […] udał się do swojego prywatnego gabinetu. […] Po upływie pół godziny kazał przywołać Sekretarza Kongregacji Rytów, dał mu zapisany arkusz papieru i polecił wydrukować go oraz rozesłać do wszystkich biskupów, ordynariuszy diecezji”. Był rok 1881. Treść pisma zawierała modlitwę do Maryi oraz do św. Michała Archanioła o pomoc w walce z duchami zła. Jej treść pewnie zna wielu z nas, bo bywała dawniej odmawiana po Mszach św.: „Święty Michale Archaniele, broń nas w walce. Przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź nam obroną. Niech Bóg go poskromi, pokornie prosimy, a Ty, Książę wojska niebieskiego, Szatana i inne złe duchy, które na zgubę dusz krążą po świecie, mocą Bożą strąć do piekła”.
Dzisiejsze Słowo dodaje nam mocy pokazując, że to Jezus jest Panem, także Panem szatana, który jest on tylko stworzeniem i nie może przeszkodzić w budowaniu Królestwa Bożego.
Wartym naszej dalszej refleksji jest kontekst, w jakim słowa pouczenia o działaniu szatana wypowiedział Jezus. W poprzedzających wersetach uczył bowiem uczniów słów Modlitwy Pańskiej oraz tego, jak się modlić. I właśnie potem nastąpiło ostrzeżenie przed działaniem złego ducha, który nigdy i w żadnym momencie nie ustaje w dziele kuszenia człowieka i odwodzenia go od Boga.
11.03. Środa, 3 tydzień Wielkiego Postu, Mt 5, 17-19
Dzisiejszy fragment ewangelii może budzić w nas zrozumiałe pytania i wątpliwości. Jezus w Kazaniu na górze po wygłoszeniu błogosławieństw, wypowiada niejako wstęp do dalszej części swojego przemówienia, które będzie dotyczyło konkretnych przykazań i ich nowej interpretacji. Dzisiaj słyszymy jednakże sam wstęp – „nie przyszedłem po to by Prawo zmieniać, czy też znosić, ale po to aby je wypełnić!” A cóż to takiego oznacza?
Z jednej strony możemy spojrzeć w ten sposób, że to właśnie Jezus, Jego Osoba i misja, jest wypełnieniem Prawa i Proroków. Spójrzmy na poniższe zestawienie:
| Źródło – Stary Testament | Wypełnienie – Nowy Testament |
| Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę». (Rdz 3, 15) |
Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. (Ga 4,4n) |
| A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności. (Mi 5, 1) |
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. (J 1, 1) |
| Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel. (Iz 7, 14) |
Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: „Bóg z nami”. (Mt 1, 23) |
| W dawniejszych czasach upokorzył [Pan] krainę Zabulona i krainę Neftalego, za to w przyszłości chwałą okryje drogę do morza, wiodącą przez Jordan, krainę pogańską [Galileę]. (Iz 8, 23) |
Gdy [Jezus] posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego. Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! (Mt 4, 12-15) |
| Kości z niego łamać nie będziecie. (Wj 12, 46b) | Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni. (J 19, 33) |
| Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. (Iz 50, 6) | Wówczas zaczęli pluć Mu w twarz i bić Go pięściami, a inni policzkowali Go. (Mt 26, 67) |
| Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny – jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy. (Za 9, 9) | Przyprowadzili oślicę i źrebię i położyli na nie swe płaszcze, a On usiadł na nich. A ogromny tłum słał swe płaszcze na drodze, inni obcinali gałązki z drzew i ścielili na drodze. (Mt 21, 7n) |
| On zbuduje świątynię Pańską i będzie nosił odznaki majestatu. Jako panujący zasiądzie na tronie swoim. A kapłan również zasiądzie na swoim tronie. Zgoda i jednomyślność połączy obydwóch». (Za 6, 13) | Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej – zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami? (Rz 8, 34) |
Ale możemy także spojrzeć na te słowa inaczej – jako na wskazówkę dla naszego codziennego życia, a konkretniej – na spojrzenie w swoją historię bez lęku, ale z nadzieją. Uczył o tym św. Jan Paweł II: „Wierność korzeniom nie oznacza mechanicznego kopiowania wzorów z przeszłości. Wierność korzeniom jest zawsze twórcza, gotowa do pójścia w głąb, otwarta na nowe wyzwania, wrażliwa na «znaki czasu». […] Wierność korzeniom oznacza nade wszystko umiejętność budowania organicznej więzi między odwiecznymi wartościami, które tyle razy sprawdziły się w historii, a wyzwaniami świata współczesnego, między wiarą a kulturą, między Ewangelią a życiem”…
10.03. Wtorek, 3 tydzień Wielkiego Postu, Mt 18, 21-35
Rozważając dzisiejszy fragment ewangelii zatrzymałem się na pierwszym zdaniu i nauce Jezusa o przebaczeniu. Stawiając pytanie o to, ile razy przebaczać, sam Piotr proponuje „aż siedem?”. Dla Izraelitów liczba ta symbolizuje doskonałość i pełnię. Natomiast jeśli chodzi o samo przebaczenie, to uczono, że trzykrotne przebaczenie w zupełności wystarczy! Wynikało to z interpretacji fragmentu z księgi Amosa, gdzie Jahwe mówi: „Z powodu trzech przestępstw… i z powodu czterech nie oddalę kary”. Sądzono mianowicie, że Bóg wybacza trzy razy, ale za czwartym karze. Ten, kto chce naśladować Boga, powinien również wybaczać trzy razy. Po raz czwarty nie jest już do tego obowiązany. Piotr więc, pytając o to ile razy przebaczać sam podwoił liczbę dopuszczalnych przewin, uzupełniając jeszcze jedną dodatkową! Odpowiedź Jezusa jest bardzo krótka – „Nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem”. To znaczy, że Piotr ma być gotowy na bezgraniczne przebaczenie. Trzeba jeszcze zauważyć, że Ewangelista nie mówi wprost o skrusze jako warunku przebaczenia, ale nieco wcześniej mówi o „posłuchaniu” napomnienia jako warunku przebaczenia. Podobnie następująca bezpośrednio przypowieść zakłada skruchę jako warunek przebaczenia. Czy to możliwe?
Jeden z Ojców Kościoła, św. Grzegorz Wielki tak skomentował ten fragment: „Kiedy ktoś mówi złe słowo przeciwko tobie, jeśli odpowiadasz złym słowem – jesteś poganinem, jeśli milczysz – jesteś początkującym chrześcijaninem, a jeśli modlisz się za tą osobę – jesteś dobrym chrześcijaninem”.
Ale … czy możliwe jest takie przebaczenie?
Usłyszałem kiedyś ujmującą mnie bardzo odpowiedź opierającą się na zasadzie, że Słowa Pisma tłumaczy się przez Słowo. Owo 77 razy znajdziemy w Starym Testamencie w Księdze Rodzaju, gdzie Lamek zapowiada, że jeśli ktoś go skrzywdzi to zostanie on pomszczony właśnie 77 razy. Ale znajdziemy tę liczbę w jeszcze jednym miejscu – bardziej ukrytą. Kiedy po Zmartwychwstaniu Jezus ukazuje się uczniom nad Jeziorem Galilejskim, Piotr staje przed Panem i trzykrotnie mówi: „Ty wszystko wiesz, wiesz, że cię kocham”. Mówiąc to patrzy na połów ryb jakiego dokonali – 153 ryby! Tylko, że jest ich 154 – jedna osobno leży już na rozpalonych węglach. A 154 to przecież 77 po dwakroć…. Przebaczam, przebaczam….
Możliwe jest takie przebaczenie, Jezus nam to pokazał…
9.03. Poniedziałek, 3 tydzień Wielkiego Postu, Łk 4, 24-30
Kościół daje nam dzisiaj do rozważenia fragment z ewangelii Łukasza stanowiący część większego opowiadania noszącego tytuł „Jezus w Nazarecie”. Nauczyciel przyszedł tam po przyjęciu chrztu od Jana i po kuszeniu na pustyni Judzkiej, aby to właśnie swoim rodakom, jako pierwszym, głosić Dobrą Nowinę. Kiedy przeczytał fragment z księgi proroka Izajasza i skomentował go mówiąc, że „dziś spełniły się te Słowa Pisma” mieszkańcy Nazaretu „przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: Czy nie jest to syn Józefa?”. Widać, że słuchający nie słuchali treści wypowiedzi. Myśleli raczej o tym, kim jest Jezus – widzieli w Nim jedynie syna Józefa i nikogo więcej. To bardzo powierzchowny odbiór. A przecież Słowo Boże ma nie tylko wzruszać albo informować o czymkolwiek, co działo się dawno temu, ale jest zbawcze dziś, teraz!
I w tym momencie następuje błyskawiczna reakcja Jezusa. Przywołuje historie z życia dwóch wielkich proroków: Eliasza oraz Elizeusza. I tymi przykładami Jezus dotknął Nazarejczyków do żywego. Pierwszy z nich opowiada o tym, jak to na skutek długotrwałej suszy w całej Palestynie zapanował głód. Prorok Eliasz dokonał cudu rozmnożenia skromnych zapasów żywności u wdowy, jednak nie w swojej ojczyźnie, chociaż także tam cierpiało również wiele wdów – dokonał cudu rozmnożenia zapasów w pogańskiej Sarepcie pod Sydonem. Mimo swojego ubóstwa wdowa z Sarepty przyjęła nieznajomego i podzieliła się z nim ostatnim kawałkiem chleba, co było prawdziwym ryzykiem. Wiedziała, że będzie to prawdopodobnie ostatni dzień jej życia oraz jej syna. Jezus przywołuje właśnie tę postać jako przykład żywej i prawdziwej wiary, której tak bardzo brakuje jego rodakom. Natomiast w drugiej historii, za czasów Elizeusza, panowała zaraza w całym Izraelu, wówczas to prorok nie uzdrowił nikogo z ludności izraelskiej, spośród swoich rodaków, ale tylko wodza króla syryjskiego, Syryjczyka Naamana. Mimo ze był wodzem, posłuchał rady swojej żydowskiej niewolnicy i wybrał się do Izraela. Nie obraził się, kiedy prorok kontaktował się z nim jedynie przez wysłańca. Chociaż słowa prorockiej obietnicy uzdrowienia nie zgadzały się z jego wyobrażeniami na temat działania Bożego, po zachęcie swych sług przełamał pychę i gniew.
Jezus zwrócił więc uwagę rodakom na to, że tylko tam gdzie człowiek uznaje swoją bezsilność i małość oraz prosi Boga o pomoc, nie ma przeszkód dla zbawczego działania Boga bez względu na to, kto kim jest. Jezus, przywołując wspomnienie o kobiecie i mężczyźnie, którzy nie należeli do Izraela, a którzy doświadczyli dobroczynnego działania Boga: Jego miłosierdzia, pragnie podkreślić, że miłość Boga jest uniwersalna i nie ma względu na osobę. i to przesłanie nauki Jezusa jest jasne.
Ale historia dalszego życia wdowy z Sarepty ma jeszcze głębsze znaczenie. Mianowicie wkrótce w jej życiu wydarzyła się tragedia – umarł jedyny syn. Dopiero wtedy owa wdowa, z ogromnym trudem, ale w końcu przyznała się Eliaszowi, że ma ukryty grzech. I dopiero wtedy stał się cud wskrzeszenia. Co więc jeszcze tak „zabolało” Nazarejczyków, że postanowili zrzucić Jezusa ze skały? To, że nie jest przyjemnie przyznawać się do słabości. Przyznać się do potrzeby uzdrowienia jest niezmiernie trudno, gdyż to oznacza utratę dumnej maski kogoś, kto sobie świetnie radzi. Żydzi w synagodze byli nastawieni na piękne kazanie o wszystkim i o niczym. Tymczasem Jezus przychodzi z uzdrowieniem, ale żeby doznać uzdrowienia, trzeba w sobie uznać chorobę. Wcale nie jest łatwo powiedzieć o sobie, że się jest chorym wewnętrznie.
Dzisiejsze Słowo skierowane jest do tych wszystkich, którzy wolą trwać w przekonaniu, że są w bardzo dobrej kondycji duchowej, więc i ja czuję się adresatem…
8.03. 3 Niedziela Wielkiego Postu, J 4,5-42
Kilka słów komentarza do wydarzeń z niedzielnej ewangelii:
Samaria – jest częścią Palestyny rozciągającą się między Judeą a Galileą, czyli położoną w środkowej części Ziemi Świętej. By przejść z Galilei do Jerozolimy (a każdy pobożny Żyd odbywał regularnie pielgrzymki do miasta Dawida) można było wybrać drogę, która wiodła właśnie przez Samarię. Każdy przyzwoity Żyd starał się jednak raczej omijać Samarię szerokim łukiem. Samaria to bowiem także konkretna społeczność etniczno-religijna. Samarytanie, mimo że mieli z Izraelitami wspólnych przodków, uważali się za osobny naród i zdecydowanie odcinali się od Żydów. A od czasu zniszczenia przez Żydów świątyni na górze Garizim panowała między nimi otwarta wrogość.
Godzina szósta – to południe, gdyż w czasach Jezusa godziny liczono od szóstej rano. Jest to pora dnia, gdy nikt nie przychodzi do studni. Kobiety szły po wodę o poranku, a potem pod koniec dnia. Zastać kogoś przy studni w największym skwarze słońca to absolutna rzadkość.
Studnia – to symboliczne miejsce, które przywołuje niektóre opowiadania ze Starego Testamentu. Sługa Abrahama Eliezer szukał żony dla Izaaka i znalazł ją przy studni (Rdz 24); przy studni poznali się Jakub i Rachela (Rdz 29,1-14). I wreszcie Mojżesz spotkał przy studni siedem córek kapłana Reuela, gdy uciekł do kraju Madian (Wj 2,15-22). Jeden z biblistów zwrócił uwagę, że te trzy opowiadania mają bardzo podobny schemat: rozpoczynają się motywem podróży: jakiś człowiek wędruje do obcej ziemi i zatrzymuje się na odpoczynek przy studni. Następnie przychodzi kobieta. Zaczyna się dialog. Mężczyzna prosi o wodę i tak zaczyna się znajomość, która najczęściej kończy się małżeństwem. Izaak poślubił Rebekę (por. Rdz 24), Jakub – Rachelę (por. Rdz 29), Mojżesz – Seforę (por. Wj 2). Jan opisuje w ten sposób Jezusa jako oblubieńca, który osobiście przychodzi zabrać do domu od dawna zagubioną oblubienicę.
„Janowe nieporozumienia” – dialog między Jezusem a Samarytanką szczególnie w tym momencie jest tego klasycznym przykładem. Jest to zabieg retoryczny często stosowany przez Ewangelistę. Polega on na następującej technice narracyjnej: słowa, które wypowiada Jezus, są rozumiane przez rozmówcę na płaszczyźnie zbyt dosłownej, a przez to niezrozumiane. Takie sceny podkreślają z jednej strony wszechwiedzę Jezusa, ale z drugiej pozwalają Mu także na stopniowe wprowadzenie w tajemnicę relacji z samym sobą, która wiedzie do coraz głębszego rozumienia tego, co chciał On powiedzieć swojemu rozmówcy od samego początku. Tajemnice rozwiązują się nie przez ich wytłumaczenie, ale przez osobiste poznanie Jezusa.
Woda życia – w Ewangelii św. Jana oznacza słowo Boże (J 6,35). Jest On źródłem, ponieważ dzięki Niemu można poznać prawdę o Ojcu i Synu. Życiodajna woda w Ewangelii św. Jana oznacza jednak także łaski związane z chrztem (J 3,5) i samym Jezusem lub Duchem Świętym (J 7,39). O tak rozumianą wodę każe w osobie Samarytanki prosić Jezus. Nie chodzi Mu o naturalną wodę źródlaną, która tylko tymczasowo i w sposób niedoskonały gasi pragnienie. Woda życia nie tylko całkowicie gasi pragnienie, ale sama staje się także źródłem życia wiecznego.
Owocnego rozważania;)
7.03. Sobota, 2 tydzień Wielkiego Postu, Łk 15, 1-32
Rozważając tę jedną z najpiękniejszych przypowieści w Nowym Testamencie zatrzymajmy się na chwilę przy postaci starszego brata, który jakoś nie wybija się na pierwszy plan. Np. kiedy podziwiamy znane dzieło Rembrandta Powrót syna marnotrawnego i zagłębiamy się w liczne jego komentarze i opisy możemy zauważyć, że autorzy wiele uwagi poświęcają ojcu i nawróconemu synowi, jakby zapominając o drugim z nich. Tymczasem starszy syn stoi z boku wyprostowany jak kolumna. Na jego oświetlonej twarzy widać złość i dezaprobatę, a nawet pogardę dla rozgrywającej się sceny miłości.
O „bohaterze” tego rozważania mówi się w tej przypowieści, że „przebywał na polu”. Może więc nie jest tak daleko, jak młodszy syn, ale także w pewnym oddaleniu od ojca. W rozmowie z ojcem dostrzegamy dystans, jaki on ma w stosunku do brata: nie mówi on o nim „mój brat”, lecz „ten syn twój”. Ponadto czyni wyrzut względem młodszego syna, że „roztrwonił majątek ojca z nierządnicami” – natomiast ewangelia nam o tym nie wspomina. Czytamy w niej, że „roztrwonił majątek żyjąc rozwiąźle”. W rozmowie z ojcem bardzo wyraźny jest także dystans starszego syna w stosunku do ojca. O swojej relacji z nim mówi on w kategoriach posłusznej „służby”: „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu”. Zarówno młodszy syn, jak i starszy doświadczają uzdrawiającej miłości ojca. Nasz „bohater” przede wszystkim dowiaduje się, że nie jest sługą, lecz synem, i że ma pełny udział w dziedzictwie swego ojca: „moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy”. Następnie ojciec uzdrawia jego więź z bratem: „trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się”. Nie wiemy, czy miało miejsce szczęśliwa zakończenie.
Kiedy spojrzymy na kontekst, a w szczególności na to, do kogo Jezus kieruje tę przypowieść, łatwo można znaleźć odniesienia do postaci w niej występujących. Młodszy syn reprezentuje wszystkich tych, którzy żyją z dala od Boga, żyjących na marginesie, uważanych za grzeszników zasługujących na potępienie, zarówno członków Narodu Wybranego, jak i pogan. Natomiast starszy syn reprezentuje tych, którzy swoją relację z Bogiem opierają na rygorystycznym przestrzeganiu prawa; wszystkich tych, którzy czują się przed Bogiem usprawiedliwieni przez swoją wierność prawu i wypełnianiu wszystkich jego nakazów.
Warto może zmierzyć się dzisiaj z jedną z chorób, jaka może nas dotyka, a mianowicie z „syndromem starszego brata”. Objawia się utrzymywaniem relacji z Bogiem polegającej na mniej lub bardziej rygorystycznym przestrzeganiu Jego nakazów oraz służenia Mu w celebracjach liturgicznych. Jedną z innych cech jest także brak zażyłości z Nim jako miłosiernym Ojcem. Kolejnym charakterystycznym zachowaniem może być skłonność do patrzenia z góry na ludzi znajdujących się w sidłach grzechu, czy też zniewolonych przez różne nałogi. Ostatnia cecha tej relacji to określanie swojej „miłości do Boga” poprzez porównanie. Bo przecież starszy syn, aby zwrócić uwagę na swoje cnoty, przeciwstawia je grzechom „syna marnotrawnego”.
Czy ten „syndrom” dotyka i mnie?
6.03. Piątek, 2 tydzień Wielkiego Postu, Mt 21, 33-46
Rozważając dzisiejszy fragment przyglądnijmy się przez chwilę temu, jaki jest jego kontekst. Mianowicie kilka wersetów wcześniej czytamy, jak wystąpienie Jezusa w Świątyni Jerozolimskiej doprowadziło do starcia z religijnymi przywódcami narodu. Chcieli oni wiedzieć, czy Nauczyciel działa z własnej inicjatywy, czy też otrzymał tę władzę od kogoś innego. Na pytanie Mistrza z Nazaretu: „Skąd pochodzi chrzest Janowy: z nieba czy od ludzi?” odpowiedzieli wymijająco: „Nie wiemy”. Tym samym wykazali, że nie posiadają wystarczających kompetencji, aby być religijnymi przywódcami narodu, a jednocześnie potwierdzili autorytet Jezusa. Wtedy właśnie Jezus wygłosił trzy przypowieści, które można uznać za zapowiedź odrzucenia Go jako Chrystusa, czyli Mesjasza. Jedną z nich jest rozważana przez nas przypowieść o przewrotnych rolnikach.
Kontekstem dalszym naszego fragmentu jest „Pieśń o winnicy”, którą znajdziemy w Księdze Izajasza. Jest to jedno z arcydzieł literackich i teologicznych Starego Testamentu. Prorok śpiewa tam pieśń Przyjacielowi o jego miłości ku winnicy. Opowieść ta jednak nie kończy się dobrze, bo zdradą – winnica nie wydała takich owoców, jakie były oczekiwane.
W tym kontekście wymowa dzisiejszej przypowieści wydaje się bardzo jasna: winnica reprezentuje naród wybrany, a właściciel – Boga. Podobnie, jak właściciel winnicy odebrał ją przewrotnym dzierżawcom i oddał „w dzierżawę innym rolnikom takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze”, tak Bóg odbierze królestwo narodowi wybranemu i odda nowemu ludowi Bożemu, który będzie przynosił owoce. Ewangelista z jednej strony zwraca uwagę na cierpliwość Boga, który, niezrażony oporem Izraela, wciąż wysyłał proroków, z drugiej zaś ukazuje nieuchronność kary za niewierność. Jezus opowiadając przypowieść podaje także uzasadnienie, w którym odwołuje się do autorytetu Pisma Świętego, a konkretnie do słów z Psalmu 118. Jezus wyjaśnia, że On jest „głowicą węgła”, która podtrzymuje budowlę, jaką jest lud Boży. Owa „głowica węgła” to kamień spoczywający u samego szczytu, jako zwornik sklepienia, umieszczony na szczycie budowy, łączący wszystkie części architektury w jedną zwartą całość. Jeżeli ktoś odrzuca taki kamień, to znaczy, że nie zna się na budowaniu. Przywódcy narodu odrzucili jednak Jezusa, podobnie jak budowniczowie odrzucają głaz, który, ich zdaniem, nie nadaje się na budowę.
Przyznam się szczerze, że zawsze mnie dziwiło, jak to jest, że dzierżawcy z przypowieści byli tak zacietrzewieni i zaślepieni w swojej chęci zagarnięcia czegoś, co do nich nie należało, że nawet posunęli się do morderstwa jedynego syna? Jak to jest, że przywódcy narodu izraelskiego patrząc na niesamowite czyny i dzieła Jezusa, słuchając Jego mów i widząc spełniające się proroctwa, nie uwierzyli?! W zrozumieniu pomogło mi zdanie jednego z biskupów, a dokładniej kardynała Ivana Diasa, które stało się dla mnie swoistym rachunkiem sumienia: (będzie nieco przewrotnie): „Biskup jak osioł musi nieść Jezusa na ramionach, aby lud mógł go widzieć, słyszeć i naśladować. Wszelkie hosanna, alleluja, palmy i gałązki oliwne nie są dla osła, tylko dla jego Pana”…
Dzierżawcy winnicy zapomnieli o tym, kto jest jej właścicielem, przywódcy narodu Izraela zapomnieli słuchać Słowa Pana (woleli wsłuchiwać się w swoje komentarze), a jak jest ze mną…?
5.03. Czwartek, 2 tydzień Wielkiego Postu, Łk 16, 19-31
Spośród wielu ksiąg Starego Testamentu jedna jest często komentowana i stanowi podstawę wielu publikacji i książek. To księga Tobiasza. Jest w niej pewien szczegół, który mnie od pierwszej lektury tego tekstu intrygował. Otóż kiedy Tobiasz wraz z Archaniołem Rafałem wyruszał w podróż po odbiór długu, jak również kiedy wracał już do domu rodzinnego towarzyszył im ktoś jeszcze: pies. Skoro w Piśmie Świętym nie ma zbędnych słów, to co w tamtej historii robił pies?
W dzisiejszym fragmencie czytamy, jak to bogacz pogrążony w piekle błagał Abrahama o to, by Łazarz koniuszkiem palca złagodził ból języka! Dlaczego język był najdotkliwiej ukarany? W zrozumieniu tego fragmentu pomocne będą psy, bo to właśnie one lizały rany Łazarza, by wyleczyć go z bólu. Jest to wyrafinowana aluzja rabiniczna.
W Starym Testamencie pies, uchodząc za zwierzę nieczyste, był symbolem wszystkiego, co zbyt pospolite i godne pogardy. Ale nie tylko. Mianowicie we wspomnianej historii o Tobiaszu pies był symbolem wyjątkowo uzdrawiającej mowy Archanioła! W księdze Sędziów czytamy, że Gedeon wybrał do walki 300 mężczyzn, którzy lizali wodę potoku Charod jak psy, czyli tych, którzy mieli o swym „pieskim żywocie” więcej niż skromne wyobrażenie. Bo dopiero ci, którzy nie mają wątpliwości, że są najgorsi, najlepiej nadają się do duchowej walki. Gdy się doświadczy poniżających grzechów i otrzyma przebaczenie Boga, można stać się niezwykle wyrozumiałym i miłosiernym. Natomiast w Nowym Testamencie Święty Piotr pisze, że człowiek pogrążony w nałogach jest jak pies, który wraca do swych wymiocin i je znowu zlizuje. Pies ma w Biblii dość bogatą symbolikę.
To jednak, co jest niezmiernie istotne to fakt, że w Piśmie Świętym, choć pies jest zwierzęciem nieczystym, występuje także jako symbol kapłańskiej posługi słowa (np. prorok Izajasz niemymi psami nazywa pasterzy Jerozolimy). W tym właśnie duchu Ojcowie Kościoła komentują dzisiejszy fragment pisząc, że pies liżący rany to kaznodzieja, który swoim językiem (dokładniej słowem Bożym) oczyszcza dusze ludzkie z grzechów.
Dlaczego bogacz najbardziej cierpiał na języku? Właśnie dlatego, że nie wypełnił posługi Słowa! A mówiąc precyzyjniej – nigdy nie powiedział żadnego słowa do Łazarza.
Warto może w tym kluczu rozważyć dzisiejszą przypowieść, moją posługę Słowa względem bliźniego, moje budowanie albo niszczenie Słowem drugiego człowieka…
4.03. Środa, Święto Kazimierza Królewicza, J 15, 9-17
Przeżywamy dzisiaj święto Kazimierza Królewicza, syna króla Polski, Kazimierza Jagiellończyka. Zmarł na gruźlicę w wieku 25 lat. Biografowie podają, że był młodzieńcem wszechstronnie wykształconym, ale w sposób szczególny zwracają uwagę na to, że potrafił pogodzić obowiązki państwowe i dworskie z bardzo bogatym życiem duchowym. Jego kult po śmierci był tak żywy, że już 20 lat po śmierci został kanonizowany. Jak udało mu się pogodzić te dwa, wydawać by się mogło, stojące w sprzeczności obowiązki – państwowe i duchowe?
Podpowiedzi udziela nam dzisiejsze Słowo. 15 rozdział ewangelii Jana to doskonale nam znana przypowieść Jezusa o krzewie winnym i latoroślach. W naszym fragmencie rozważamy jej drugą część, w której główny nacisk został położony na miłowanie. Tym terminem określa się wiele sytuacji i zachowań, nie zawsze jednak właściwie i adekwatnie. Natomiast w greckim słownictwie występuje wiele czasowników na określenie miłowania: FILEO oznacza miłość przyjaźni; STERGO – miłość między krewnymi i przyjaciółmi; ERAO – miłość przede wszystkim fizyczną między mężczyzną a kobietą (stąd rzeczownik eros, tj. miłość); AGAPAO — miłość pełną uprzejmości i szacunku.
Jezus, zachęcając uczniów do „trwania w Nim” oraz do „trwania w Jego miłości”, wskazuje jako przykład siebie i swoje trwanie w miłości swego Ojca. I to jest zupełna nowość! W żadnej religii nie posunięto się do czegoś tak wzniosłego. W starożytnych religiach przyrody i w religiach historycznych ludzie byli wychowywani do oddawania czci najwyższemu majestatowi Boga, ale w żadnej z nich nie byli zapraszani do sanktuarium miłości Boga. W islamie bluźnierstwem jest już samo myślenie o czymś podobnym. W judaizmie miłość ku Bogu stanowi fundament całego ludzkiego działania, to jednak dopiero w chrześcijaństwie człowiek zostaje zaproszony do wejścia – za pośrednictwem Jezusa – do serca Boga i trwania w Jego miłości.
Jezus nie mówi tutaj o zażyłości z Bogiem właściwej ascetom, którzy izolują się od świata i zadają sobie fizyczne cierpienia, próbując wniknąć w tajemnicę Boga. Za pomocą tych „technik” ludzie mogą co najwyżej dojść do całkowitej samokontroli własnego ciała i uczuć, aż do granic ludzkich możliwości, ale to nie ma nic wspólnego z wejściem w wewnętrzny świat Boga, o którym mówi Jezus. On ma na myśli taką zażyłość człowieka z Bogiem, która rozgrywa się w pełnym napięciu między dwoma biegunami miłości, to znaczy Bogiem i bliźnim.
Trwanie w Bogu to zaproszenie Boga do całego swojego życia, to pamiętanie i rozważanie Jego Słów, to powierzanie Mu wszystkiego co w nim jest dobre, ale i trudne.
Spróbuj może, w ramach ćwiczenia wielkopostnego zapamiętać zdanie z dzisiejszej ewangelii i powtarzać je sobie kilka razy w ciągu dnia, zatrzymać się na chwilę przy nim, rozważyć je, postawić kilka pytań (dlaczego to zdanie, dlaczego mnie dotyka, dlaczego mnie zastanawia i intryguje, dlaczego mnie porusza). Tutaj brak czasu i zabieganie to żadna wymówka – daj sobie czas na pełne szacunku i uprzejmości miłowanie Boga, a może zrozumiesz, jak patron dnia dzisiejszego umiał pogodzić dwa jakże różne od siebie światy…
3.03. Wtorek, 2 tydzień Wielkiego Postu, Mt 25, 1-13
Święto, jakie wczoraj obchodziliśmy, a wyrażając się precyzyjniej, ewangelia, którą rozważaliśmy stała się punktem zwrotnym i wskazującym kierunek rozważań na rozpoczęty właśnie drugi tydzień Wielkiego Postu. Tym tematem jest Kościół, bardzo szeroko i wieloaspektowo rozumiany, ale znowu – po kolei…
Dzisiejsza ewangelia jest trudna z jednego powodu. Niezależnie od tego jakbym się starał i „kombinował” to usłyszane (przeczytane) słowa Jezusa skierowane są przede wszystkim do … mnie, kapłana.
Najpierw wyjaśnijmy sobie występujące tam pojęcia i zarzuty:
Katedra Mojżesza to specjalne wydzielone krzesło na podwyższeniu dla znającego Pisma i komentującego Je podczas stosownych nabożeństw w jednej z 4 synagog, jakie istniały w Jerozolimie, gdzie czytano Słowo Boże. Filakterie to szkatułki ze skóry zawierające zwoje pergaminu ze słowami Pisma, przywiązywane do lewego ramienia na wysokości serca (rytuał szczegółowy) i przykładane do czoła zawiązywane z tyłu głowy. Było to wypełnienie prawa ze Starego Testamentu: „Niech pozostaną w twoim sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Przywiążesz je do twojej ręki jako znak. Niech będą ci ozdobą między oczami”. Była to manifestacja wiary w Słowo Boże, które ma być pokarmem sumienia (serce), działania (ręka) i umysłu (czoło). Zarzut dotyczący wydłużania frędzli związany był z paskami materiału z niebieskim, fioletowym sznurkiem, które umieszczone były na 4 rogach zewnętrznej chusty, płaszcza używanego do modlitwy. Ponownie, było to wypełnienie prawa ze Starego Testamentu: „Dla was będą te frędzle. Kiedy na nie spojrzycie, przypomnicie sobie wszystkie przykazania Prawa, aby je wypełnić, a nie pójdziecie za żądzami serca i oczu”. I wreszcie zarzut, aby nie mówić „Rabbi”, co oznacza „Mój mistrzu”. Odnosił się on zazwyczaj do znawców tradycji judaistycznej i uczonych w prawie i dał początek funkcji rabina.
A ja? No właśnie… jako kapłan siedzę w świątyni na zaszczytnym, wyróżnionym miejscu. „Nieśmiało” wychodzę na zewnątrz, by „przypadkowo” usłyszeć kilka słów pochwały. Dzięki przełożonemu i jego trosce o piękno szat liturgicznych całkiem nieźle prezentuję się przy ołtarzu. A podczas świąt czy też rocznic osobistych z nieśmiałą pokorą i słowami „nie trzeba było, nie przesadzajcie” wysłuchuję długich życzeń. A jak jeszcze usłyszę „wielebny ojcze…” to już jest „wow…” ta sól tego świata bardziej przypomina bardziej najsłodszy z możliwych miodek.
Obraz natomiast jaki kreśli Chrystus jest zupełnie inny: członkowie wspólnoty uznają się za braci, którzy nie posiadają, a poszukują prawdy, którzy sprawując urzędy – służą drugiemu, których „kariera” polega na wspinaniu się po szczeblach… miłości, którzy nie starają się panować nad innymi czy też ich kontrolować, w której jedynymi uznawanymi tytułami są tytuł wiary i… tytuł „kandydata na chrześcijanina”.
Daleko mi do tego obrazu, ale bardzo tęsknię za tym, jaki jeszcze nie jestem, a Ty?
2.03. Poniedziałek, 2 tydzień Wielkiego Postu, Łk 6, 36-38
„Bądźcie miłosierni…” – takie słyszymy słowa na sam początek 2 tygodnia Wielkiego Postu. Jest to kolejne wezwanie, albo też przypomnienie o pełnieniu czynów miłosierdzia. My intuicyjnie wyczuwamy, co oznacza miłosierdzie, ale warto pokusić się o poszukanie biblijnego znaczenia słowa – miłosierny.
W Biblii spotykamy dwa takie terminy, które określają istotę miłosierdzia. Są nimi słowa RACHAMIM oraz HESED. Pierwszy z nich wyraża głębokie przywiązanie jednego stworzenia do drugiego, a nawet w dosłownym tłumaczeniu oznacza wnętrzności, czy też łono kobiety. Zatem uczucie miłosierdzia ma swoje siedlisko we wnętrznościach, które my raczej kojarzymy z sercem człowieka. Zgodnie więc z tym rozumieniem miłosierdzie to miłość pełna czułości. Bóg jest łagodny i delikatny jak matka. A na zewnątrz miłosierdzie wyraża się więc we współczuciu, wyrozumiałości i dobroci.
Drugi hebrajski termin określający miłosierną miłość, czyli HESED wskazuje na łaskawość, wierność, łaskę, pobożność, czułe serce, wierną miłość. Ponownie, jak przy pierwszym terminie – w dosłownym tłumaczeniu oznacza niesienie pomocy w każdej sytuacji, łaskawość dla tych, którzy zbłądzili. Miłosierdzie w tym znaczeniu jest wewnętrznym przynagleniem, jest wiernością wobec samego siebie. Cechy tej miłości spotykamy u Boga.
Wołanie o miłosierdzie Jezusa należy jeszcze rozpatrywać w tamtym kontekście historycznym. Chodzi o świat pogański, w którym nie było miejsca na miłosierdzie! Niewiele tam bowiem było litości dla kalek, chorych, starych, niewolników, a nawet dla dzieci, np. dziewczynek, bliźniąt, dzieci słabych, chorowitych. Świat bez Chrystusa był światem bez miłosierdzia. Niemal natychmiast rodzi się pytanie: w świetle nieustających dyskusji związanych z problemami natury etycznej i moralnej aborcji, eutanazji, metod in vitro, rozmaitych eksperymentów genetycznych i wielu podobnych zagadnień – czy nie zmierzamy powolutku – ponownie (!!!) – w kierunku takiego właśnie świata?
Jakie jest lekarstwo, czyli czym jest miłosierdzie ewangeliczne?
To na pewno nie jest sentymentalne uczucie, litość, ale to prawdziwe i głębokie współczucie płynące z ludzkiego serca w zetknięciu z nędzą, cierpieniem, nieszczęściem, wszelkiego rodzaju biedą czy to fizyczną, czy moralną. Takie miłosierdzie sprawia, że również sam sposób świadczenia pomocy nie rani, nie upokarza, ale podnosi.
01.03. 2. Niedziela Wielkiego Postu
Kilka pomocnych uwag do refleksji nad Słowem:
KONTEKST – wydarzenie Przemienienia umieszczone jest pomiędzy pierwszą i drugą zapowiedzią męki i zmartwychwstania Jezusa. Wcześniej usłyszeliśmy wyznanie Piotra pod Cezareą Filipową: Ty jesteś Mesjasz. Ponieważ św. Marek i św. Łukasz, podobnie jak św. Mateusz, przedstawiają tę samą sekwencję zdarzeń, muszą zdawać sobie sprawę z wagi i konieczności takiego porządku. Wydaje się więc, że te dwie zapowiedzi męki i zmartwychwstania stanowią ramę opowiadania i jeden z kluczy do jego interpretacji.
UCZNIOWIE JEZUSA – grupa apostołów, która zwykle w całości asystuje pasterskiej działalności Jezusa, zostaje poddana drastycznej redukcji z dwunastu do trzech osób – do Piotra, Jakuba i Jana. Czemu ci? Ich wybór jest efektem nieprzeniknionej woli Jezusa, ale spróbujmy zrozumieć. Obecność Piotra jest oczywista, biorąc pod uwagę odpowiedzialną rolę powierzoną mu przez samego Jezusa po wyznaniu wiary w Cezarei Filipowej. Jan i Jakub być może zostali wybrani dlatego, że pierwszy jest ulubionym uczniem, a drugi tym, który jako pierwszy da świadectwo wierności Chrystusowi męczeńską śmiercią w 44 roku. W każdym razie są to ci sami trzej uczniowie, którzy jakiś czas później zostaną wezwani, by dzielić z Jezusem inne doświadczenie – agonię w Ogrodzie Oliwnym.
GÓRA – została wskazana już w IV wieku jako góra Tabor, której wysokość nie przekracza w rzeczywistości 600 m n.p.m., ale jej położenie na wielkiej nizinie Ezdrelonu sprawia, że na geograficznej mapie Palestyny wydaje się „wysoką górą”. Góra jest miejscem, na którym zazwyczaj dochodzi do spotkania z Bogiem – m.in. Mojżesz wspiął się na górę, by wysłuchać woli Bożej zapisanej w formie Dziesięciu Przykazań.
MOJŻESZ I ELIASZ – z jednej strony tłumacząc ich obecność trzeba zauważyć, że to hebrajskie prawo wymagało potwierdzenia faktu czy jakiegoś wydarzenia zeznaniem dwóch świadków. Ale z drugiej strony Mojżesz i Eliasz postrzegani są także jako symbol Starego Testamentu, jako przedstawiciele Prawa i Proroków, jako dwaj świadkowie przymierza.
OBŁOK – chmura w Biblii jest postrzeganą zmysłami formą objawienia się Boga i jest znakiem Jego obecności, nie odsłaniając Jego tajemnicy. To ten obłok prowadzi lud na pustyni; to z obłoku Bóg przemawia do Mojżesza; i to obłok wypełnia świątynię w momencie jej poświęcenia.
GŁOS – należy zauważyć, że głos z nieba pada w ewangelii tylko dwa razy: podczas Chrztu i Przemienienia. Bo tak, jak chrzest był bezpośrednim umocnieniem Jezusa przed kuszeniem, tak Przemienienie jest umocnieniem już przed ostatecznym kuszeniem – cierpieniem, męką i śmiercią. Bóg Ojciec umacnia swojego Syna słowami: Tyś mój Syn umiłowany. Słowa te stanowią także wskazówką dla uczniów: Jego słuchajcie.
ZACHOWANIE MILCZENIA – może się zrodzić pytanie, jak to możliwe, żeby nie przekazać innym doświadczenia, które pozwoliło objąć niebo i ziemię? Otóż opowiadanie o przemienieniu narażało Jezusa na niebezpieczne nieporozumienia i oczekiwanie na nadejście ziemskiego królowania. Tymczasem zrozumienie Jezusa przemienionego przyjdzie w chwili, gdy ukaże się jako Zmartwychwstały. A samo Przemienienie ma być dla Apostołów chwilą obfitości duchowej, która powinna ich pożywiać w chwilach niedostatku.
Owocnego rozważania! 😉
28.02. Sobota, 1 tydzień Wielkiego Postu, Mt 5, 43-48
Dzisiejszy fragment ewangelii to czwarta część „Kazania na Górze” i dokończenie mowy opartej na konstrukcji: „Słyszeliście, że powiedziano… A ja wam powiadam”. Jednak przykład, który dzisiaj Jezus przywołuje jest bardzo zaskakujący: Nauczyciel „cytuje” coś, co nie istnieje! W żadnym miejscu Starego Testamentu ani w rabinistycznym nauczaniu nie znajdziemy wezwania, by nienawidzić wroga!
Stary Testament nie nauczał wprost nienawiści do nieprzyjaciół. Przeciwnie, w razie potrzeby należało go wspomóc, a nawet zadbać o jego dobytek: „Gdy wróg twój łaknie, nakarm go chlebem, gdy pragnie, napój go wodą” (Prz 25, 21); „Jeśli spotkasz wołu twego wroga albo jego osła błąkającego się, odprowadź je do niego. Jeśli ujrzysz, że osioł twego wroga upadł pod swoim ciężarem, nie ominiesz, ale razem z nim przyjdziesz mu z pomocą” (Wj 23, 4-5). Zachęty te zostały przejęte przez literaturę rabinistyczną, ale rozumiano je w sensie miłości do wroga, który był Izraelitą, a stał się akurat wrogiem drugiego Izraelity.
Jeśli natomiast chodzi o modlitwę za nieprzyjaciół w Starym Testamencie nienawiść w stosunku do wrogów Boga uważana była za oznakę pobożności: „O Boże, obyś zgładził bezbożnego, niech krwawi mężowie idą precz ode mnie! Oni przeciw Tobie zmawiają się podstępnie, za nic mają Twoje myśli. Panie, czyż nie mam nienawidzić tych, co nienawidzą Ciebie oraz nie brzydzić się tymi, co przeciw Tobie powstają?” (Ps 139, 19-21). Ale już modlitwa w intencji prześladowców – oprócz tej, żeby Bóg ich zgładził – była nie do pomyślenia nawet przez najbardziej pobożnych Żydów (2 Krn 24, 22; Ps 137, 7-9).
Co więc czyni Jezus? „Wydobywa” ze Starego Testamentu, tj. z Kpł 19,18 przykazanie: Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz miłował bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan! czyli: kochaj bliźniego i doprecyzowuje je. Odtrąca ową nigdzie niezapisaną, ale jednak obecną w praktyce, regułę nienawiści wobec nieprzyjaciół, w zamian obwieszcza: bliźnim jest też twój wróg!
Podając to niezwykle radykalne wymaganie Jezus podaje dwa argumenty. Pierwszy z nich ma charakter religijny: jest wezwaniem do naśladowania Boga, który jest Miłością i swoją łaską obdarza wszystkich: dobrych i złych, sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Drugi z argumentów jest konsekwencją pierwszego. Uczeń Jezusa powinien wybrać inną drogę niż ta, która obowiązuje w świecie – a tam obowiązuje zasada handlowa: miłuję tych, którzy są godni mojej miłości.
Miłość nieprzyjaciół nie pomniejsza miłości przyjaciół, ale dopiero miłość nieprzyjaciół stanowi owo „więcej” (perisson) i należy do większej sprawiedliwości (Mt 5, 20) przeciwstawiającej się „normalnemu” zachowaniu ludzi.
Wielki Post jest dla nas czasem na wprowadzania tego „więcej” w naszym życiu. Czy to możliwe?
Kiedyś przeczytałem wywiad z Władysławem Bartoszewskim, który przez 6 lat siedział w więzieniu PRL. Twierdził, że ma listę 410 oficerów i podoficerów Służby Bezpieczeństwa, prokuratury wojskowej, sądownictwa wojskowego, którzy się nim zajmowali – oczywiście w rozmaity sposób. Na pytanie dziennikarza – i co pan zrobi z tą listą? – odpowiedział prosto: Nic. Ważne jest dla mnie to, że byłem od nich jakieś 410 razy silniejszy…
27.02. Piątek, 1 tydzień Wielkiego Postu, Mt 5, 20-26
Sprawiedliwość – to temat przewodni dzisiejszych czytań.
Ezechiel wprowadza nas w temat poruszając kwestię odpowiedzialności za grzechy – ale już nie zbiorowej, tylko osobistej. Mówi do wygnańców, pozbawionych jakiejkolwiek nadziei, bliskich rozpaczy i będących pod presją kary, którzy uważali, że cierpią w sposób niezasłużony za winy swoich ojców, że każdy poprzez takie, a nie inne swoje postępowanie decyduje o swoim własnym losie i przeznaczeniu. Następnie stwierdza, że osobiste przeznaczenie człowieka nie jest czymś niezmiennym. Przypomina, że Bóg każdemu człowiekowi daje możliwość nowego życia, pokazuje drogę prowadzącą do zbawienia. Zarówno «grzesznik» musi dokonać radykalnej zmiany, jak i człowiek «sprawiedliwy» winien nieustannie dokonywać wyborów zgodnych z Bożą wolą, w przeciwnym razie wartość jego dobrych uczynków zostanie zapomniana. Bo też nikt nie jest sprawiedliwy raz na zawsze, ale staje się takim dzień po dniu.
A kto jest sprawiedliwym w rozumieniu biblijnym?
Wedle Starego Testamentu jedynym w pełni sprawiedliwym jest Bóg, który decyduje o tym, co jest normą sprawiedliwości. Dla Izraelity sprawiedliwość Boga wyrażała się między innymi w ustaleniu porządku całego świata i w opiece nad nim. Wzorem biblijnym takiego postępowania był oczywiście Abraham, ale także Mojżesz i inni wielcy prorocy i patriarchowie. Żydzi uchodzili za sprawiedliwych, jeśli wypełniali wynikające z przymierza zobowiązania. Oznaczało to wypełnianie woli Bożej zawartej w Torze i jej interpretacjach. Wynikiem dość burzliwej historii Izraela (mam na myśli głównie wojny i uprowadzenia w niewolę całego narodu) była śmierć niemal wszystkich lewitów i kapłanów odpowiedzialnych za komentowane przepisów Prawa, będących objawieniem się woli Bożej. Ich miejsce zaczęli zajmować nauczyciele Prawa. Powstająca na przestrzeni wielu lat olbrzymia ilość komentarzy i wyjaśnień przepisów doprowadziła do sformułowania bardzo dużej liczby drobiazgowych zakazów i nakazów. Stąd sprawiedliwość w czasach Jezusa kierowała uwagę ludu na uczonych w Piśmie, którzy medytowali nad Torą i jej uczyli oraz na faryzeuszów, czyli ich uczniów, którzy Słowo Boże nosili nieustannie przy sobie – na czole i na lewej ręce, blisko serca. Oznacza to, że sprawiedliwym był ten, kto wypełniał zobowiązania płynące z przymierza z Bogiem – tylko, że było 613 szczegółowych nakazów i zakazów!
Jezus wskazuje, że sprawiedliwości nie można sprowadzić do doskonałej znajomości kodeksów prawa. Prawo bowiem jedynie wykazuje człowiekowi popełniony grzech, ale nie daje jednak siły, by stać się sprawiedliwym i wypełniać wolę Bożą. Znajomość Prawa nie może zastąpić miłości w sercu, która przenika myśli, słowa i czyny człowieka która daje mu życie. Owa więc wyższość sprawiedliwości uczniów Chrystusa nad sprawiedliwością faryzeuszów nie może być więc rozumiana w sensie „ilościowym” jako jeszcze większa drobiazgowość i gorliwość w zachowywaniu przepisów i przykazań, ale w sensie jakościowym: chodzi o inny typ sprawiedliwości, o wypełnianie woli Bożej wynikające z innej zasady, inspirowane innym dynamizmem, którym jest nowe serce stworzone w człowieku przez Boga.
26.02. Czwartek, 1 tydzień Wielkiego Postu, Mt 7, 7-12
Po raz drugi w tym tygodniu otrzymujemy pouczenie dotyczące modlitwy. Tym razem nie dotyczy ono treści, jej Podmiotu, ale raczej tego, co jest jej podstawową cechą.
Aby dobrze zrozumieć wydźwięk tej ewangelii warto najpierw pochylić się nad pierwszym czytaniem. Księga Estery, podobnie zresztą jak i wczorajsza, ks. Jonasza, jest również jedną z dziwniejszych ksiąg starotestamentalnych. Jest tak chociażby dlatego, że w oryginalnym tekście hebrajskim słowo Bóg nie występuje ani razu, zaś imię króla perskiego Aswerusa ponad 150 razy!!! Cóż to za historia? Otóż omawiana księga opowiada historię Estery, młodej Żydówki, która została żoną króla perskiego. Naród Wybrany w tamtym czasie był pod panowaniem perskim, i był to czas, kiedy wielu jego członków zapomniało o Bogu Jahwe. Jednym z prawowiernych był Mardocheusz, ojciec Estery. Wskutek rozmaitych intryg dworskich doprowadzono do wydania edyktu nakazującego wymordować wszystkich Żydów. Jedyną nadzieją na uratowanie była królowa, Estera. Jednakże jej pojawienie się przed królem z prośbą i błaganiem bez uprzedniego zaproszenia groziło karą śmierci. Estera przywdziała więc szaty pokutne, posypała głowę popiołem, pościła trzy dni (!) i … modliła się do Boga, o którym tylko słyszała, że JEST, a którego sama nie znała. Był to więc stan krytyczny – jej groziła śmierć, a całemu Jej narodowi – wyginięcie. Modlitwa została wysłuchana…
Rozważając ewangelię proponuje jednakże tłumaczenie księdza Remigiusza Popowskiego, wybitnego znawcy jęz. greckiego (autora wielkiego słownika grecko-polskiego Nowego Testamentu):
Nie przestawajcie prosić, a będzie wam dane. Nie przestawajcie szukać, a znajdziecie. Nie przestawajcie pukać, a drzwi będą wam otworzone. Bo każdy, kto wytrwale prosi, otrzymuje; kto wytrwale szuka, znajduje, a temu, kto wytrwale puka, otworzą drzwi. Czy jest tutaj ktoś, kto, jeśli syn prosi go o bochenek chleba, da mu kamień? Albo jeśli prosi o rybę, da mu żmiję? Jeśli zatem wy, choć jesteście źli, umiecie dawać swoim dzieciom dary, które są dobre, to o ileż bardziej Ojciec wasz w niebie będzie dawał dobre rzeczy tym, którzy Go bez ustanku proszą. Zawsze traktujcie innych tak, jak chcielibyście być przez nich traktowani. To podsumowanie nauki Tory i Proroków.
Wytrwałość na modlitwie, nieustająca nadzieja i wiara w jej skuteczność oraz zaufanie do Miłującego Boga – to są tematy dzisiejszych czytań. Jakie więc winien być wzór naszej modlitwy? Polecam ciekawy tekst pod rozwagę:
Modlitwa jest jak kolacja wigilijna, która zajmuje godzinę jedzenia i dziesięć godzin przygotowania. Modlitwa jest jak Boże Narodzenie: miesiąc przygotowywania dekoracji, zakupów, by urządzić wszystko na ten jeden dzień. Najlepsze z wszystkiego jest jednak to, że modlitwa jest jak miłość. Gra wstępna stanowi znaczną jej część.
Czy taka jest Twoja modlitwa?
25.02. Środa, 1 tydzień Wielkiego Postu, Łk 11, 29-32
Bardzo szybko minął pierwszy tydzień Wielkiego Postu. Otrzymaliśmy już cały szereg rozmaitych pouczeń i wskazówek, jak ten czas przeżyć. Usłyszeliśmy zachętę do praktykowania jałmużny, czyli wprowadzania w czyn przykazania miłości bliźniego. Dostaliśmy także wezwanie do modlitwy wraz z konkretnymi wskazaniami i ostrzeżeniami. Podobnie rzecz miała się z wprowadzeniem i praktykowaniem postu w swoim życiu.
Dzisiejsza Liturgia Słowa stawia nam przed oczy proroka Jonasza, a na dodatek w ewangelii słyszymy słowa Jezusa: „Żaden inny znak nie będzie dany, prócz znaku Jonasza”. Hm… a co Jonasz ma do naszego Wielkiego Postu???
Jonasz to bardzo dziwny prorok, a księga Jonasza to jeszcze dziwniejsza księga!!! Czemu? Jonasz był prorokiem, a w jego księdze w zasadzie mało mówi się o samym proroctwie i o misji, jaką było nawrócenie Niniwy, ale baaaardzo dużo się mówi o nim samym – o jego buncie i ucieczce przed wypełnieniem woli Boga. Ponadto to jest chyba jedyna księga prorocka, której tytułowy bohater, zwracając się jako prorok do ludzi, do których jest posłany, wypowiada… tylko jedno zdanie! Przecież milczący prorok to właściwie jedna wielka sprzeczność! To jedno zdanie właśnie dzisiaj słyszymy: „Począł więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona”.
Jonasz zostaje powołany przez Boga, aby szedł i głosił upomnienie wielkiemu, pogańskiemu miastu – Niniwie. Prorok jednak się buntuje. Wsiada na statek płynący do Tarszisz (w symbolice żydowskiej – koniec świata) i zasypia. Pojawia się potężna burza, która zmusza pogańskich marynarzy do modlitwy o życie. Kiedy okazuje się, że przyczyną tej wichury jest Jonasz wyrzucają go za burtę i pożera go wielka ryba. W jej wnętrznościach przebywa 3 dni i noce, zostaje wyrzucony na brzeg i po raz kolejny słyszy wezwanie, aby szedł i upomniał Niniwę. Jonasz to czyni, miasto się nawraca, ale prorok jest niezadowolony! Chciał zobaczyć zniszczenie Niniwy, a mieszkańcy się nawrócili! Zsyłając robaczka na krzew rycynusowy Bóg pokazuje Jonaszowi, że to nie do niego należy decydowanie o czyimś życiu i śmierci.
Słyszymy dziś o znaku Jonasza, który niemal automatycznie odczytujemy przez pryzmat 3 dni i nocy w brzuchu wielkiej ryby – że tyleż samo czasu Jezus spędzi w otchłani. Ale może spójrzmy nieco inaczej – że to sama osoba Jonasza jest dla nas znakiem i wskazówką. Ociąga się przed podjęciem Bożego powołania, a kiedy wreszcie je podejmuje to i tak jest niezadowolony, że się udało – bo on to widział inaczej. Mało tego! Bóg nakazuje mu upomnieć Niniwę, żeby się nawróciła – a Jonasz nawet to przekręcił! Zamiast upomnienia głosił groźbę – najkrótsze i chyba najgorsze kazanie świata! Uważał przecież, że on to lepiej powie. Na dodatek jeszcze Boga pouczał, że nie powinien okazywać miłosierdzia takim grzesznikom!
Myślę, że Jonasz jest dla nas znakiem, że my też chcemy ten Wielki Post tak po swojemu przeżyć i mamy już przygotowane (w głowie), jakie będą (albo powinny być) jego owoce. Tymczasem słyszymy słowa Jezusa: „Oto tu jest coś więcej”.
Po tym pierwszym tygodniu Wielkiego Postu bardzo jest nam ten Jonasz potrzebny, jego historia i jego „wojowanie” z Bogiem, a także słowa Jezusa: Oto tu jest coś więcej…
24.02. Wtorek, 1 tydzień Wielkiego Postu, Mt 6,7-15
Wczoraj Słowo Boże skonfrontowało nas z jednym z ćwiczeń duchowych przewidzianych na Wielki Post, a mianowicie z jałmużną. Dzisiaj słyszymy doskonale nam znane słowa Jezusa o modlitwie – najpierw przestrogę przed wielomówstwem, a następnie podany jest wzór, ideał modlitwy.
Słowo wielomówstwo, czyli w jęz. greckim battalogeō oznacza dosłownie: powtarzanie sylab, które nie mają znaczenia, wielosłowie, paplaninę, wynikającą z ciągłego powtarzania epitetów, na temat bóstw czy też po prostu pustą gadaninę. Ojcowie Kościoła zwracają tutaj uwagę, że taki rodzaj modlitwy obecnej u pogan pokazuje, że są oni niepewni wysłuchania przez bogów modlitw. A jakie mają na to lekarstwo? Znający doskonale duchowość tych pierwszych teologów Kościoła benedyktyn, Anselm Grun OSB radzi: „Usiądź w swoim pokoju na pół godziny. Nie bierz do ręki żadnej kartki, nawet Biblii. Nie myśl o żadnych sprawach. Nie medytuj, ani nie odmawiaj żadnej modlitwy”. Proste, nie?
23.02. Poniedziałek, 1 tydzień Wielkiego Postu, Mt 25, 31-46
W dzisiejszej ewangelii słyszymy bardzo sugestywny opis Sądu. Podział na owce i kozły i bardzo stanowcze słowa króla o podziale na błogosławionych i potępionych. Co jest podstawą takiej decyzji?
Król wymienia sześć podstawowych sytuacji ludzkich potrzeb, a mianowicie: głód, pragnienie, obcość, nagość, choroba, uwięzienie, które reprezentują wszystkie rodzaje potrzeb, których człowiek doświadcza w swym życiu. W niektórych tekstach Starego Testamentu możemy odnaleźć wymienione w tekście potrzeby:
Iz 58,6-7 Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków;
Ez 18,7.9 … nie krzywdzi nikogo, zwraca zastaw dłużnikowi, nie popełnia rozboju, łaknącemu udziela swego chleba, nagiego przyodziewa szatą… stosuje się do moich ustaw i zachowuje wiernie moje przykazania, postępując uczciwie – ten na pewno żyć będzie – wyrocznia Pana Boga;
Syr 7,32.34-36 Wyciągnij rękę do ubogiego, aby twoje błogosławieństwo było pełne… Nie usuwaj się od płaczących i smuć się ze smucącymi! Nie ociągaj się z odwiedzeniem chorego człowieka, albowiem za to będą cię miłować. We wszystkich sprawach pamiętaj o swym kresie, a nigdy nie zgrzeszysz.
Wymienionym czynom miłosierdzia można nadać następującą kolejność: 1. podanie pokarmu i napoju; 2. ofiarowanie odzienia i schronienia; 3. odwiedzenie chorych i uwięzionych. Taki układ sugeruje zaspokojenie potrzeb w trzech wymiarach: od cielesnych do duchowych. Wynika z tego, że na człowieka należy patrzeć jak na integralną całość i nie wystarczy zaspokoić tylko pewnego wycinka jego potrzeb.
Sumując: motywem wyroku jest więc braterskie ustosunkowanie się do Chrystusa, który utożsamia się z człowiekiem ubogim i potrzebującym.
To aż tak ważne????
Profesor Maria Orwid wraz zespołem psychiatrów prowadziła badania na temat: co pozwalało więźniom obozów koncentracyjnych przetrwać w nieludzkich warunkach? Okazało się, że nie była to, ani wiara, ani myśl o rodzinie, ale pomoc współwięźniów, podarowana przez nich kromka chleba czy nawet dobre słowo dodawało sił do życia.
W kontekście jałmużny wielkopostnej – nic więcej nie potrzeba mówić…
22.02. 1. Niedziela Wielkiego Postu – Pustynia i kuszenie, Mt 4,1-11
Jako, że zapewne w wielu kościołach usłyszymy w homiliach komentarz do pokus, walki z nimi, walki ze złym duchem, to zaproponuję tylko dwie podpowiedzi do indywidualnej refleksji:
Pustynia – to konkretne miejsce geograficzne, a mianowicie pustynia leżąca w Judei, prawdopodobnie ta sama, na której działał Jan Chrzciciel. To obszar rozciągający się na zachód od Morza Martwego i sięgającym aż po wzgórza judejskie. Jeden z biblistów tak je opisuje: „Ostre gołe skały znaczą jałowe połacie pisaku. Gorące, niosące piasek wiatry tworzą ruchome wydmy. W dodatku w regionie tym bardzo rzadko padają deszcze…”. Pustynia biblijna jest więc bardzo daleka od naszych wyobrażeń pustyni piaszczystej.
Co o niej wiemy jeszcze? Ewangeliści wspominają, że Jezus chodził tam odpocząć i tam czynił cuda (rozmnożył chleb).
Ale warto spojrzeć jeszcze szerzej. Otóż rabini uczą, że słowo pustynia (hebr. midbār) jest złożeniem dwóch innych słów: przyimka min/mi, co oznacza m.in. kierunek pochodzenia: od, z, oraz słowa dābār, które jako rzeczownik znaczy: słowo, a jako czasownik (hebr. dābar) — mówić, rozmawiać. Po hebrajsku pustynia to miejsce z-którego-przemawia-Bóg. Trzeba się dobrze wsłuchać, aby Boży głos usłyszeć, a to wymaga trochę czasu. Stąd człowiek, który idzie na pustynię słuchać Boga, musi być cierpliwy. W takim sensie symbol pustyni często łączy się z tajemniczą liczbą czterdzieści. Czterdzieści lat to czas jednego pokolenia, a więc symbol odpowiednio długiego czasu, dojrzałości i cierpliwości człowieka, gotowości nasłuchiwania…
Sens kuszenia według Ojców Kościoła (pierwszych biblistów i teologów w Kościele) – najpierw krótkie wprowadzenie. Otóż Ojcowie, a wcześniej tradycja biblijna, wyróżniali trzy przestrzenie, w których człowiek żyje i istnieje:
przestrzeń ciała, czyli wszystko to, co związane jest z naszą cielesnością, z materią, ze zmysłami.
Dalej, przestrzeń duszy, czyli to wszystko, co dziś nazywamy psychiką — nasze emocje, uczucia, lęki, fascynacje, pragnienia…
I wreszcie przestrzeń ducha, czyli to miejsce naszego wnętrza, które zamieszkuje sam Duch Święty — ta przestrzeń, w której wchodzimy w relację z Bogiem.
Czyli człowiek jest ciałem, duszą i duchem. Dzięki ciału i zmysłom możemy poznawać świat barw i dźwięków, możemy smakować słodyczy, cieszyć się naszą cielesnością… Dzięki duszy jesteśmy wrażliwi uczuciowo, rozumiemy emocje innych ludzi, potrafimy współczuć, wiemy, co znaczy radość, przygnębienie, mamy rozmaite pragnienia… A dzięki duchowi przeżywamy doświadczenia religijne.
I jak dalej uczą Ojcowie, na każdym z tych poziomów złotą regułą jest zasada właściwego umiaru. Polega ona na zachowaniu wewnętrznej wolności.
Spróbujmy więc odczytać ten tekst podobnie jak czytano go w pierwszych wiekach chrześcijaństwa – czyli jako lekcję życia duchowego. Diabeł mówi Chrystusowi… Poproś o chleb, najedz się — ulżyj ciału! A potem: rzuć się ze świątyni, czyli pokonaj strach, nie licz się ze swoimi uczuciami, ze swoją psychiką… I wreszcie przychodzi trzecia próba: pokłoń mi się, przyznaj mi to miejsce, które należy się Bogu, zrób mi miejsce w przestrzeni twojego ducha! Ciało, dusza i duch…
Widzimy, że dopiero po ostatniej próbie Jezus jest pełen Ducha Bożego — jasno widzi, co jest wolą Ojca, i może rozpocząć swą misję wśród ludzi. Wcześniej nie był na to gotów. Tu, na pustyni, rozwija się osobowość Jezusa.
Owocnego rozważania!
21.02. Sobota po Popielcu, Łk 5,27-32
Przedziwnie prowadzi nas Słowo Boże przez ten czas Wielkiego Postu. W środę Popielcową przyjęliśmy popiół na nasze głowy i usłyszeliśmy wezwanie do praktykowania modlitwy, jałmużny i postu. W czwartek usłyszeliśmy, że podjęcie wezwania do nawrócenia w tym czasie jest jak odpowiedź na pytanie: chcę żyć czy egzystować? Wczoraj, prorok Izajasz i Jezus, przestrzegając nas przed formalizmem i pustymi praktykami kultycznymi, ukazali nam cel i motywację ćwiczeń duchowych – miłość Boga. Dzisiejsze Słowo Boże daje nam kolejne wskazania niezbędne do świadomego przeżywania czasu przygotowania do Wielkiej Nocy.
Pierwsze czytanie jest kontynuacją fragmentu czytanego wczoraj. Bóg prosił w nim proroka, aby skierował do ludu oskarżenie: „Krzycz na całe gardło, nie przestawaj”. Teraz jednak centralnym punktem tekstu są napomnienia proroka. Izajasz wskazuje co jest przyczyną podziałów między ludźmi. Są nimi uciski, fałszywe oskarżenia i problem głodu. Natomiast przyczyną nieporozumień z Bogiem jest niezrozumienie sensu kultu, co Izajasz pokazuje na przykładzie prawa szabatu. Tym, co ma pomóc w przywróceniu jedności między Bogiem, a ludźmi i dobrobytu na ziemi jest wypełnienie miłości: „…jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną…”. Innymi słowy, jeżeli „sam z siebie” nakarmisz brata znajdującego się w trudnej sytuacji, wówczas Pan także i ciebie nasyci. A w stosunku do Boga: jeśli potrafisz powstrzymać chciwość i zachłanność, a tym samym powrócić do zachowania właściwego sensu szabatu, to Pan da ci zakosztować swojej radości i swoich dóbr.
A kogo dotyczą te napomnienia? Na to pytanie odpowiada nam ewangelia.
Kiedy słyszymy po raz kolejny fragment o powołaniu Lewiego, poborcy podatku rzymskiego, i o tym że Jezus później zasiadł do stołu z celnikami i grzesznikami, to … myślimy o wydarzeniach odległych w czasie, które nie dotyczą nas bezpośrednio. Ale przecież tak nie jest. Ilekroć bowiem bierzemy do ręki Ewangelię, aby ją czytać albo rozważać, to Jezus, stawia ją przed nami i mówi: „Bierz i czytaj”. Czyli Słowa z dzisiejszej ewangelii: „Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników” dotyczą także i nas!
Jeden z pisarzy zauważył kiedyś, że najbardziej niezrozumiałe we wszystkich religiach jest to, że wszędzie są miliony ludzi gotowych zgromadzić się, aby zaplanować walkę z rozpowszechnianiem się innych religii; mniej gromadzi się na spotkaniach modlitewnych; a jeszcze mniej medytuje nad świętymi Pismami; i nie ma prawie nikogo, kto po takim rozważaniu gotów byłby zmienić życie. Wniosek: z tej właśnie przyczyny ateiści ugruntowują się w swoich przekonaniach. A skąd się bierze takie myślenie? Autor zauważa, że być może dzieje się tak dlatego, że „praktykujący chrześcijanie” uważają opisy i nauki ewangeliczne za „złotą legendę”, która służy jedynie uszlachetnieniu życia. Wzruszają się w czasie świętych obrzędów tylko dlatego, że wyraża się w nich i ukazuje moc dawnych tradycji.
Jeszcze inny pisarz, Julien Green, dodaje swoje spostrzeżenie: „Ludzie, którzy wracają z Mszy, rozmawiają i śmieją się. Sądzą, że nie widzieli nic nadzwyczajnego. Niczego nie zauważyli, ponieważ nie podjęli się trudu patrzenia… Ludzie wracają z Golgoty i mówią o deszczu albo o pięknej pogodzie. Ta obojętność nie pozwala im stać się szaleńcami”.
Dzisiejsze Słowo napomnienia Izajasza o wyobraźni miłosierdzia względem drugiego i odnowieniu życia religijnego jest skierowane do każdego z nas.
Dzisiejsze Słowo Jezusa „Pójdź za mną” skierowane do Lewiego, celnika i grzesznika dotyczy każdego z nas.
Dzisiejsze Słowo Jezusa, że przyszedł powołać do nawrócenia grzeszników dotyczy każdego z nas.
Dzisiejsze Słowo ma nam pomóc zrozumieć, że nawrócenie potrzebne jest każdemu z nas, że Wielki Post jest dla każdego z nas, że podjęcie dzieła modlitwy, jałmużny i postu jest dla każdego z nas – nie tylko dla wybranych, siedzących w pierwszych ławkach w kościele, zakonnic i kapłanów, fanatyków i fundamentalistów religijnych albo z drugiej strony – tych najbardziej grzesznych, tzw. „roczniaków”, którzy pojawiają się w kościele raz, góra dwa razy do roku…
20.02. Piątek po Popielcu, Mt 9,14-15
Wydawać by się mogło, na pierwszy rzut oka, że dzisiejsza Liturgia Słowa dotyka tematu niemalże kluczowego dla okresu Wielkiego Postu, a mianowicie samego… postu właśnie. I tak jest! Ale można tam dostrzec coś jeszcze.
W pierwszym czytaniu wsłuchujemy się w słowa proroka Izajasza, które zostały wygłoszone w pierwszych latach po powrocie Izraela z niewoli. W tym czasie lud był pełen entuzjazmu i nadziei, ale bardzo szybko pojawiły się trudności o wiele większe od spodziewanych. Szybko więc daje się zauważyć poczucie rozczarowania, które narasta. Ponadto wydaje się, że Jahwe jest głuchy i obojętny na modlitwy i na kult sprawowany przez Jego lud. Prorok wskazuje, że przyczyną takiego stanu rzeczy jest pokusa religijnego wyobcowania ludu. Jak ona się objawia? Izajasz ukazuje to na podstawie postu potępiając jego fałszywe przejawy. Poucza Naród Wybrany, że dla Boga zewnętrzny kult, bez okazywania choćby odrobiny solidarności z ubogimi i bez czynienia tego, co sprawiedliwe, jest pusty! Prawdziwym zewnętrznym znakiem nawrócenia jest bowiem miłość okazywana potrzebującym i miłosierdzie niesione uciemiężonym, co w efekcie prowadzi do przemiany serca. Sumując: na post i kult trzeba spojrzeć z perspektywy miłości.
Podobny jest i wydźwięk dzisiejszej ewangelii. Rozważany przez nas tekst, choć umieszczony krótko po Popielcu, nie ma na celu podkreślenia tylko znaczenia postu ani tego praktykowanego w Izraelu w czasach Jezusa, ani tego stosowanego później przez Kościół. W czasach współczesnych Jezusowi istniały bardzo silne ruchy odnowy religijnej w Izraelu (faryzeusze, ale i uczniowie Jana Chrzciciela), które zachęcały swoich rodaków, zdezorientowanych przez kulturę pogańską, by wrócili do gorliwości religijnej ojców, a więc do praktykowania dawnych obrzędów Izraela. Jezus jednak wyraźnie dzisiaj stwierdza, że odnowa religijna powinna być bardziej radykalna! Nie może ona polegać na rozciągnięciu na cały lud – jak głosili faryzeusze – praktyk kultycznych kapłanów ani też na uczynieniu z Izraela narodu ascetów poprzez podsuwanie mu coraz to nowych postów i praktyk pokutnych, bo to absolutnie nic nie daje – jak już dobrze widzieli to prorocy, zwłaszcza Izajasz i Joel! Jezus mówi wyraźnie, że Jego uczniowie nie poszczą właśnie dlatego, że Oblubieniec jest z nimi. Że tym różnią się od faryzeuszów i uczniów Jana Chrzciciela. Nie poszczą, bo Oblubieniec jest wśród nich.
A więc my pościmy, bo nie mamy Oblubieńca? Poniekąd tak: Jezus został od nas wzięty, zasiadł po prawicy Ojca, fizycznie nie ma Go z nami. Ale równocześnie przecież widzimy Go w Najświętszym Sakramencie. Czym więc różni się ten Jezus od tego, który chodził po drogach Galilei? Innymi słowy: dlaczego pościmy? Na pewno nie dlatego, że nie ma wśród nas Oblubieńca. Pościmy dlatego, że jesteśmy w czasie przygotowywania się na spotkanie się z Nim w chwale, twarzą w twarz. Jest to czas „prania szat” – jak pisała św. Faustyna.
Czym jest więc post?
Post jest ogołoceniem. Odmawiamy sobie bowiem nie rzeczy złych, ale dobrych i czynimy to dlatego, żeby zrobić miejsce Bogu. To jest duchowe ogołocenie, w którym wyznajemy: jesteśmy biedni jako ludzie i chcemy być ubodzy, czyli mieć wszystko u Boga. Post robi miejsce dla Niego w naszym życiu. Odsuwamy od siebie wszystko, co często nie tylko jest naszą radością, ale także co nas wiąże, jest naszym bożkiem, do czego się przyzwyczajamy…
Post jest walką. Doskonale widzimy i czujemy, ile czasami nas kosztuje post. I ma kosztować! To jest czas walki, walki z naturą, czasami zbyt przywiązanej do rzeczy materialnych. Post jest także walką z naszym grzechem, czyli z tym wszystkim, co niszczy naszą relację z Jezusem. A są nimi nawet te drobne rzeczy, słabości, które składają się na ciężar przytłaczający nas samych, odbierający nam radość i sprawiający, że zwyczajnie nie chce nam się chcieć relacji z Jezusem.
Post jest pomnażaniem dobra. Post nie jest czasem poszczących introwertyków skupiających się tylko i wyłącznie na swojej doskonałości i na sobie samym. Post jest po to, aby czynić dobro, które kosztuje nas o wiele więcej, niż niezjedzona bułka czy kiełbasa. Chodzi o dobro, o wyjście do drugiej osoby, o pomoc, o jakiś zwykły, konkretny dobry uczynek.
Wielki Post to czas, w którym w naszych ciasnych sercach robimy miejsce Bogu.
19.02. Czwartek po Popielcu, Łk 9, 22-25
W drugim dniu Wielkiego Postu w Liturgii Słowa słyszymy fragment z ewangelii Łukasza. Kiedy weźmiemy do ręki pełny tekst ewangelii to zauważymy, że pierwsza część ma tytuł „Pierwsza zapowiedź męki i zmartwychwstania”, a druga: „Naśladowanie Jezusa”. Zastanawiającym jest to, dlaczego pierwszą część wypowiedzi Jezus kieruje tylko do uczniów, a drugą do wszystkich?
Warto najpierw spojrzeć na kontekst poprzedzający dzisiejszą scenę. Jezus rozpoczął już swoją działalność. W czasie jej trwania wielu ludzi uzdrowił i wskrzesił, wypędził wiele złych duchów, uciszał burze na jeziorze, nakarmił głodnych i rozpoczął głoszenie nauki. Także wtedy Jezus wybrał i powołał Apostołów, którym dał moc nad chorobami i demonami. Natomiast w kontekście bezpośrednio poprzedzającym nasz fragment Jezus podczas modlitwy zapytał uczniów o to, za kogo Go uważają. Wtedy Piotr odpowiedział, że jest „Bożym Chrystusem”. I właśnie wtedy Jezus powiedział im o swojej Męce i Zmartwychwstaniu! I są to słowa niezwykle mocne, bo użył tam terminu „DEI”, który oznacza „MUSI”, ale w znaczeniu Boskiej konieczności, od czego nie ma już odwołania! Czyli to, co zapowiedział MUSI się dokonać!
I właśnie wtedy ponownie przywołał do siebie tłum i dał im wskazania, które możemy w następujący sposób przetłumaczyć:
„Jeśli kto chce ZACZĄĆ chodzić za Mną, to niech ZACZNIE się zapierać siebie (to oznacza rezygnację ze swojego sposobu myślenia), niech ZACZNIE podnosić swój krzyż (rozumiany dwojako: 1) Krzyż mój, czyli ucznia Jezusa – zapieranie się siebie; 2) Krzyż Jezusa, czyli chodzenie za Nim, dzielenie z Nim losu), i niech Mnie naśladuje (dopiero spełnienie dwóch wcześniejszych warunków daje możliwość i podstawę do tego, aby naśladować Chrystusa!)”.
Apostołowie byli zachwyceni Jezusem, Jego dziełami, Jego mocą słowa i tym, że również im tej siły udzielił. Rozpoznali w Nim Mesjasza. Ale słowa o Jego Męce i Zmartwychwstaniu nimi wstrząsnęły (u Marka przeczytamy, jak Piotr pouczał Jezusa!). Stąd też Jezus zwracając się do tłumów domaga się od Apostołów, aby wybrali. I jest to wybór między chwałą Bożą, a chwałą ludzką; między tym, co chwilowe, a tym, co wieczne; między życiem, a śmiercią; między błogosławieństwem, a przekleństwem – jak słyszeliśmy w 1. czytaniu…
Początek Wielkiego Postu – „Jeśli chcesz ZACZĄĆ chodzić za Jezusem…” – to czas na wybór…
18.02. Środa Popielcowa
Słyszymy w dzisiejszej ewangelii wskazania dotyczące przeżycia Wielkiego Postu. Mianowicie Kościół przypomina nam o trzech podstawowych praktykach, ćwiczeniach duchowych, jakie każdy z nas powinien podjąć w tym okresie. Wskazuje – podając do czytania fragment ewangelii Mateusza – na jałmużnę, modlitwę i post. Czemu akurat na nie? Ponieważ one mają nam pomóc przeanalizować, uzdrowić relacje, jakie każdy z nas ma w życiu. Modlitwa wskazuje na relację człowieka do Pana Boga, jałmużna – na relację człowieka do drugiego człowieka, post – na relację człowieka do siebie samego. Uzdrowienie tych trzech relacji stanowi o nawróceniu człowieka, czyli stanowi o osiągnięciu „sprawiedliwości większej niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów”.
Po jednej wskazówce na każdą z praktyk:
W słowach ewangelii o jałmużnie słyszymy o tym, aby nie trąbić: „Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili”. Jest taki barani róg, na którym trąbiono w Izraelu, który nazywa się szofar. Jego dźwięk miał wzbudzać w sercu człowieka duchową refleksję prowadzącą do nawrócenia. Ponadto miał przypominać o całkowitym zawierzeniu Bogu, o zawierzeniu na wzór Abrahama – gotowego złożyć ofiarę ze swego syna – oraz Izaaka związanego na ołtarzu. Ostatecznie, jak pamiętamy, zamiast syna, Abraham złożył miłą Bogu ofiarę z barana. Po dziś dzień wielkie święta Izraela rozpoczynają się od dęcia w szofar. W słowach Jezusa słyszymy ostrzeżenie: dźwięk szofaru, baraniego rogu powinien rozbrzmiewać w głębi naszych serc (a nie na zewnątrz), aby wraz z jałmużną twoje serce zostało złożone w ofierze Bogu wraz z ofiarą nowego Izaaka – Jezusa. Czyli złożenie ofiary, jakiegoś daru na rzecz drugiego człowieka ma ukierunkować nasze myśli na Boga. Jeśli będziemy trąbić na zewnątrz o jałmużnie, o naszym darze, o naszym poświęceniu – nici z uzdrowienia…
W słowach ewangelii o modlitwie słyszymy zachętę, aby modlić się w ukryciu. Rodzi się pytanie – czy Jezus potępia modlitwę wspólnotową? Nie, wskazuje tylko na jej istotny element. Mówi o modlitwie odmawianej w domu za zamkniętymi drzwiami. Chodzi o jedno z najmniejszych pomieszczeń w gospodarstwie domowym, w którym umieszczano zapasy żywności i różne przedmioty. Było to o tyle szczególne miejsce, że nikt postronny nie miał do niego dostępu, a nawet nie mógł tam zajrzeć. Ponadto w odróżnieniu od innych pomieszczeń było ono jako jedyne w domu zamykane! Ten fakt ma nam przypomnieć, że prawdziwa modlitwa zwraca się wyłącznie do Boga. Zamknięta izba sprawia, że nie mają do niej dostępu inni ludzie, a zatem człowiek może spotkać się z Bogiem sam na sam. To jest zachęta do indywidualnej i osobistej modlitwy w czasie Wielkiego Postu.
W słowach ewangelii o poście słyszymy takie słowa: „Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy”. Ojcowie Kościoła stosowali niegdyś taką zasadę, żeby jeden fragment Pisma Świętego skomentować innym, w którym jest to samo słowo – zwłaszcza jeśli występuje tylko 2 razy! Z taką sytuacją spotykamy w tym fragmencie – pojawia się tam przymiotnik skythropos (posępny, ponury, smutny), który występuje w Nowym Testamencie tylko dwa razy: w tekście dzisiejszego czytania oraz w scenie spotkania Jezusa z uczniami idącymi do Emaus: „On zaś ich zapytał: „Co za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?” Zatrzymali się posępni (skythropoi) (Łk 24,17)”. Uczniowie idący do Emaus byli posępni, gdyż wydawało im się, że Jezus nie spełnił ich nadziei. Spodziewali się odnowienia Izraela, a tymczasem ich mistrz został ukrzyżowany… Spotykają Go na drodze, w trakcie wspólnej drogi wyjaśnia im Pisma, potem, gdy łamie chleb na ich oczach, ich serce zaczyna pałać. Dokonuje się w ich wnętrzu przedziwna przemiana, w wyniku której powracają do Jerozolimy. Taki jest właśnie sens postu. Na pewno nie należy on do przyjemności. Podejmując go, poczujemy dyskomfort i doświadczymy głodu. Prawdziwy post – czy to dotyczący pokarmu, czy innego rodzaju wyrzeczenia – prędzej czy później wywołuje głód. Ale to właśnie w ten sposób spotykamy Jezusa, który idzie razem z nami, by odmienić nasze posępne serca.
![]()
Facebook